Ostatnia aktualizacja: 4 kwietnia 2001
Autor: Belphegor
Długosz podkreśla panikę jaka ogarnęła ludność polską w zetknięciu z Tatarami. Nie było to zjawisko odosobnione.
"Wobec tak gwałtownie zbliżającego się wroga strach śmiertelny opanował Europę; widziano nadchodzący koniec świata. Nakazano wszędzie posty, bito w dzwony, urządzano modły przebłagalne; dzień i noc stały dla ludu otwarte kościoły ku przygotowaniu się do śmierci".
Podobnie sytuacja wyglądała w Czechach i na Węgrzech. W Polsce zjawisko to objęło całą ludność niezależnie od stanu. Podajmy kilka przykładów:
"Ponieważ książę krakowski i sandomierski, Bolesław Wstydliwy, nie mógł stawić oporu tak silnemu wrogowi z powodu młodego wieku i braku sił i przebywał ze swoją matką, księżną Grzymisławą, na zamku krakowskim, wojewoda krakowski Włodzimierz odbył we wsi Kalina zjazd rycerstwa i szlachty, którego nie pozwalały odbyć gdzie indziej strach i nieoczekiwany popłoch (ludzi) rozbiegających się i uciekających przed spotkaniem z Tatarami, a rozpowszechniających wiele przesadnych wiadomości o ich okrucieństwie i potędze."
Panika wśród ludności miała być tak duża, że uniemożliwiała nawet zebranie się rycerstwa. Tak pisze Długosz o strachu po spustoszeniu Krakowa:
"Ta też klęska, którą niebiosa ze sprawiedliwym wyrokiem Bożym dopuściły na naród chrześcijański, przeraziła ludzi. Lęk i zwątpienie opanowały wszystkich do tego stopnia, że patrzyli na siebie nawzajem przerażeni i osłupiali i jakby potracili głowy, nie mogli sobie nawzajem nieść ulgi pociechą."
Tu zaś fragment opisujący obawę, która trwała już po zakończeniu najazdu:
"Taki zaś strach padł potem na wszystkie dzielnice, że każdy był przekonany, iż codziennie grozi mu śmierć wskutek ich (Tatarów) napadu i że kraj zginie wraz z narodem. I ten strach gnębił dosyć i niepokoił przez wiele lat możnych i prosty lud.
Długosz przedstawia zjawisko strachu jako powszechne i paraliżujące. Ma one trwać jeszcze przez wiele lat po wojnie. Choć sam zwraca uwagę, że informacje o Tatarach są przesadne, to jednocześnie buduje obraz strachu, jak przed końcem świata i nieuniknionym kataklizmem. Jak możemy przypuszczać owe nastroje rzeczywiście odpowiadają prawdzie, na co zwraca uwagę wielu autorów. Tym bardziej, że jak zwrócił uwagę J. Włodarski, "Mongołowie świadomie i umiejętnie tworzyli psychozę grozy wokół swoich działań militarnych, która zwielokrotniała ich siły, a represje przedstawiała niemal w apokaliptycznej wizji."
Na marginesie tych rozważań można wspomnieć, że sam Długosz miał wygórowane zdanie o liczbie wojsk tatarskich, tym bardziej, jak już wcześniej wspomniałem, że uważał Polskę za główny cel ataku tych sił.
"Tyleż było oddziałów tatarskich, lecz znacznie górujących liczebnością, doborem i doświadczeniem bojowym wojowników. A każdy z tych oddziałów sam, osobno wzięty, przewyższał wszystkie zastępy Polaków."
Jeśli więc weźmiemy owe ustalenia (dotyczące bitwy legnickiej) za dobrą monetę, trzeba przyznać, że siły tatarskie były olbrzymie: Długosz dzieli siły te na pięć hufców, a każdy z nich miałby być większy niż całe wojsko polskie. G. Labuda podaje liczebność wojsk polskich na ok. 7500 ludzi. Według Długosza siły najeźdźcy miałyby być co najmniej pięciokrotnie większe (czyli powyżej 37 500 ludzi). Tymczasem ustalenia Labudy mówią o około 10 tys., co potwierdza "Historia Tatarów", a J. Włodarski dodaje, że pod Legnicą liczyć mogły już ok. 8 tys. wojowników - siły obu adwersarzy byłyby praktycznie równe. Nie ma więc mowy o oddziałach znacznie górujących liczebnością!