Wyszukiwanie

Najazd tatarski - 1241
Średniowiecze
Gildia historii
Gildie
  DVD
Nowa Gildia
O nas...
Opracowanie graficzne serwisu
Tatarzy z bliska
Ostatnia aktualizacja: 4 kwietnia 2001
Autor: Belphegor



Zajmijmy się teraz opisem Tatarów, jaki daje nam Długosz. Skonfrontujemy go z obszernymi informacjami, które podają obaj franciszkanie. Najpierw Długosz:

"Ten to szczep - mówiący tym językiem, przeznaczony do oczyszczenia Polaków i innych chrześcijan z ich przeniewierstw, win i zbrodni - otrzymał nazwę tatarskiego od rzeki Tartar, płynącej w kraju Tatarów. Dawniej bowiem szczepy te nosiły nazwę Mongołów, wielu (jednak autorów) podaje, że od wielkiej liczby nazywają ich Tatarami. W ich języku bowiem wielka ilość znaczy "tartar"."

Teraz Carpini:
"... oni zaś sami nazywali siebie Tatarami, od jakiejś rzeki, która płynie przez ich kraj, a która zwie się Tartar."

I de Bridia:

"Sami natomiast zwą się Tatarami od wielkiej i gwałtownej rzeki, która przepływa przez ich kraj i ma nazwę Tatar. "Tata" bowiem oznacz w ich języku "ciągnąć", "tartar" - ciągnąca."

Owa etymologizacja nazwy Tatarów od rzeki Tartar jest wspólna dla średniowiecza. Wiadomo jednak, że rzeka owa nie istnieje. Sprawa z nazwą "Mongoł" jest już bardziej skomplikowana. Plemię Czyngis-chana i jego pobratymców rzeczywiście się tak nazywa, ale jest na odwrót, niż twierdzi Długosz, gdyż jest ona starsza od nazwy "Tatar". Ponadto Tatarzy w rzeczywistości to inne, choć bliskie etnicznie Mongołom, plemię. (Carpini i de Bridia podają podział i nazwy plemion mongolskich i tatarskich). Etymologia długoszowa słowa "tartar" jest w świetle de Bridia niewłaściwa, tu zaś należałoby uwierzyć franciszkaninowi, gdyż z owymi Tatarami rozmawiał osobiście. Jak zaś przedstawia się wygląd zewnętrzny Tatarów:

"Niscy, o krótkich nogach, mają płaskie i krzywe nosy, a twarz szeroką i bez zarostu. Oczy mają małe i bystre, pierś rozrośniętą i szeroką, cerę wstrętną, czarną i ciało silne."

Dla porównania opis u Carpiniego:

"Wygląd zewnętrzny mieszkańców (kraju Tatarów - przyp. autora) różni się od wyglądu wszystkich innych ludzi. Odstępy między oczami i policzkami są u nich szersze niż u innych. Policzki również odstają dość daleko od szczęk. Nos mają płaski i nieduży; oczy małe, a powieki aż do brwi podniesione. Na ogół z pewnymi nielicznymi wyjątkami, są zgrabni w pasie; prawie wszyscy są średniego wzrostu. Niemal u wszystkich bardzo słabo rośnie broda. Niektórzy jednak mają nad  górną wargą i na brodzie nieznaczny zarost, którego nie strzygą. Na głowie mają na wzór książęcy tonsurę i na ogół wszyscy golą od jednego do drugiego ucha pasek na szerokość trzech palców i wygolony pasek łączy się z wzmiankowaną tonsurą. Nad czołem również golą się wszyscy podobnie na szerokość dwóch palców; tym natomiast włosom, które znajdują się między tonsurą a wzmiankowanym wyciętym paskiem, pozwalają róść aż do brwi i strzygąc pozostawiają z jednej i drugiej strony czoła włosy dłuższe niż w środku; a pozostałym włosom, podobnie jak niewiasty, pozwalają róść; z tych włosów plotą dwa warkocze i wiążą każdy warkocz za uchem. Stopy natomiast mają małe."

Od razu widać ogromną dysproporcję. Wiedza Długosza jest skromna i pochodzi z innych źródeł (m. in. za Tomaszem ze Spalato. Tymczasem opis Carpiniego jest nadzwyczaj szczegółowy, gdyż autor przebywał z Tatarami parę miesięcy).

U Długosza mamy też nieścisłości. Wbrew temu co pisze, Mongołowie posiadają zarost, ponadto niesłusznie przypisuje im cerę wstrętną, czarną. Według tego opisu przypominają bowiem bardziej diabłów ze średniowiecznych obrazów, niż rzeczywistych ludzi.
Teraz o posiłkach:

"Żywią się mlekiem końskim, mięsem i krwią, niegotowanymi potrawami i surowym mięsem, a szczególnie prosem zmieszanym z krwią końską. Nienawidzą chleba, soli i wszelkich przysmaków. (...) zadowalają się skromnym, łatwym do przygotowania pokarmem."

Carpini pisze bardzo podobnie:

"Pożywienie ich stanowi wszystko, co można zjeść. Jedzą bowiem psy, wilki, lisy i konie, a gdy zachodzi konieczność - spożywają ciała ludzkie. (...) jedzą posoką, która wydostaje się wraz ze źrebiętami z klaczy (rodzącej). A nawet widzieliśmy, że jedzą również wszy. Mawiali bowiem:<br/>
"Czy nie powinienem ich zjadać, skoro one jedzą ciało mego syna i piją jego krew?". Widzieliśmy też, że zjadają myszy. (...) Jeżeli mają mleko klaczy, piją je w ogromnej ilości. Piją również mleko owcze, krowie, kozie, a nawet wielbłądzie.
Gotują również jagły z wodą, które robią tak rozcieńczone, że mogą je nie jeść, ale pić. Każdy z nich pije tego jeden kubek albo dwa i nic więcej w ciągu dnia nie jedzą; wieczorem zaś podaje się im kawałek mięsa i piją rosół z mięsa."

Znów oczywiście Carpini pisze obszerniej. Do Długosza widocznie dotarły również odpryski pewnych prawdziwych danych, tylko je razem skompilował. Zaś fragment o nienawiści do chleba, soli i wszelkich przysmaków jest raczej własnym pomysłem dziejopisa. Chleb jest darem Boga, więc oczywista jest tu niechęć do pieczywa u ludu o piekielnym pochodzeniu. Celem Długosza jest więc przedstawienie ich posiłków jako możliwie obcych i ohydnych. Niestety, nie znał relacji Carpiniego, bo niewątpliwie by ją przytoczył (rzeczywistość w tym wypadku prześcignęła wyobraźnię).
Czego zaś możemy dowiedzieć się o charakterze Tatarów:

"Są zaś Tatarzy ludźmi niegodziwymi zarówno z usposobienia jak i w postępowaniu okrutnymi. (...) Między sobą są uprzejmi, życzliwi, wierni, prawdomówni i ludzcy. Dla obcych są początkowo przymilni, ale z biegiem czasu stają się wobec nich przebiegli, podstępni i kłamliwi, natrętni w żądaniach. Do dawania nie są bynajmniej skorzy."

I znów Carpini:

"Bardzo są zarozumiali wobec ludzi z innych (narodów) i okazują pogardę wszystkim, a nawet uważają ich niemal za nic, obojętnie czy byliby to ludzie wysokiego czy niskiego pochodzenia. (...)
Bardzo są gniewni wobec ludzi obcych i mają porywcze usposobienie, a także okłamują obcych i nie znajdzie się u nich jakiejkolwiek prawdy. Na początku wprawdzie schlebiają, lecz w końcu kłują jak skorpiony. Chytrzy są i podstępni, a jeśli mogą, przebiegle osaczają wszystkich. (...)
Bardzo są chciwi i nienasyceni; są ogromnymi natrętami przy wyłudzaniu czegokolwiek, zawziętymi kutwami i bardzo skąpymi darczyńcami."

I de Bridia:

"Podobnie nie okazują żadnej szczerości wobec obcych. Na początku obiecują wiele korzyści, a w końcu nieludzko stosują bezgraniczne okrucieństwa. Albowiem ich obietnica jest jak obietnica skorpiona, który chociaż, jak się wydaje kształtem nęci, rani jednak nagle trującym ostrzem ognia."

Wszyscy trzej autorzy powtarzają to samo zdanie o Tatarach, to znaczy że początkowo schlebiają obcym, lecz potem okazują się kłamliwi. Wszyscy mają podobnie złe zdanie o ich prawdomówności i charakterze. Wydaje się, że były to już za czasów obu franciszkanów pewne obiegowe opinie (być może nawet od nich pochodzące), które dotarły do czasów Długosza. Nasz dziejopisarz podaje również pewne informacje o właściwościach ciała Tatarów:

"Wytrzymali na mróz równie jak na upał... albo w sztuce pływania bowiem Tatarzy słyną ponad wszystkie narody świata."

Podobne zdanie u Carpiniego:

"W czasie jazdy konnej znoszą wielki mróz, wytrzymują również i nadmierny upał."

Dziwne jest to, że Długosz nic nie wspomina o koczowniczym trybie życia Tatarów, co nawet w powyższym widoczne jest u Carpiniego. Tymczasem podaje, jakoby Mongołowie byli świetnymi pływakami, o czym danych u żadnego z innych autorów nie znajdujemy. Podsumowując można stwierdzić, że wiedza Długosza o Tatarach jest bardzo ogólna i w dużej mierze opiera się na stereotypach, czy relacjach zaczerpniętych z innych, niekoniecznie wiarygodnych, źródeł. Prawdopodobnie sam z narodem tym nie miał do czynienia i przez to w pewnych szczegółach może się mylić. Choć trzeba przyznać, że pewne informacje podaje identycznie jak franciszkanie, a więc zapewne prawdziwie.

Obraz Tatarów, jaki przekazuje nam Długosz, niewątpliwie nie jest prawdziwym wizerunkiem tego narodu w XIII wieku. Jest on przede wszystkim lakoniczny. Celem autora nie było bowiem przedstawienie Mongołów jako takich, aledziejów walk z nimi. Dlatego nie należy oczekiwać tutaj jakiegoś kompendium, lecz raczej krótkich informacji. Jednak jakość tego przekazu jest wątpliwa i stawia pytanie o jego wiarygodność dotyczącą samych Tatarów, jak i całej kampanii legnickiej w ogóle.

Na początku relacji autor buduje nam obraz rozgniewanego Boga i jego kary: najazdu tatarskiego. I trzyma się tego obrazu konsekwentnie do końca. Dlatego najeźdźcy są okrutnymi i dzikimi barbarzyńcami. Ich liczebna przewaga, olbrzymia groza i strach, jaki wywołują w ludziach oraz stosowana przez nich czarna magia, są przyczyną tatarskich zwycięstw. Na trasie swojego niepowstrzymanego pochodu z Polski na Węgry zostawiają jedynie ruiny, zgliszcza i trupy. Nie oszczędzają nikogo i niczego, a ich dzieci i żony są jednakowo okrutne. Bezwzględnie atakują i niszczą chrześcijan, duchowieństwo, kościoły i klasztory. Jedyną bronią przed nimi jest modlitwa i ufność pokładana w Bogu. Po swoim odejściu pozostawiają trwającą jeszcze wiele lat grozę i strach. Wyglądem wzbudzają obrzydzenie. Jedzą ohydne posiłki, a jadła chrześcijan nienawidzą. Są zakłamani i fałszywi, potrafią najpierw schlebiać, by potem zadać zdradziecki cios. Są chciwi i natrętni.Taki jest obraz plemienia mającego być narzędziem bożego gniewu, karą za grzechy chrześcijan. Tatarzy w jego świetle stają się pomiotem piekielnym, siłą nieczystą, a nie realnymi wojownikami. Koncepcja ta jest ukierunkowana na budowanie konkretnego obrazu. Nie ma on nic wspólnego z obiektywnym, historycznym przekazem. Autor nie zauważa ogromu imperium mongolskiego, dla którego walka w Europie była na tyle peryferyjna, że zdecydowali się na rezygnację ze zdobyczy, gdy w centrum państwa zmieniła się sytuacja polityczna. Według niego celem staje się Polska, na terenie której faktycznie miejsce miało jedynie działanie osłonowe. Nie dostrzega wyższości mongolskiej taktyki wojennej, która była rzeczywistą przyczyną zwycięstw. Myli wiele faktów i szczegółów, po to, by nagiąć je do ogólnej idei. Takie potraktowanie tematu poważnie podaje w wątpliwość wiarygodność całości przekazu o najeździe 1241 r., na co zwrócił uwagę już J. Matuszewski. Być może problem rozwiązałoby odkrycie lub dowód na istnienie owego zaginionego źródła G. Labudy. Rozstrzyganie tego nie leży jednak w ramach mojej pracy.