Wyszukiwanie

Manga i anime
Kornery Gildii Mangi&Anime
Dance Dance Revolution
Nowa Gildia
Gildie
  DVD
O nas...
Mega Manga Christmas Party - Dworce Chaosu?
Ostatnia aktualizacja: 7 marca 2001
Autor: Fingolfin



Pierwsi uczestnicy konwentu - weterani Sailor Moon Day - pomni wcześniejszych doświadczeń, pojawili się przed wejściem do budynku Reform Plaza bladym świtem, na kilka godzin przed rozpoczęciem imprezy. Na godzinę przed otwarciem, słusznych rozmiarów ogonek z pewnością mógł wzbudzić podziw starszych mieszkańców stolicy. W tym samym czasie na szóstym piętrze biurowca, trwały ostatnie przygotowania, sklepy rozkładały towar, wieszano plakaty...

Pierwszą wpadkę organizatorzy zaliczyli z chwilą otwarcia budynku, kiedy okazało się, że ochrona jednorazowo będzie wpuszczać małe grupki oczekujących. Ogonek szybko przekształcił się w napierający tłum - w okropnym ścisku niektórzy musieli czekać nawet do godz. 11.00. Pierwszych kilkaset osób powitała niespodzianka ufundowana przez Planet Mangę - kasety z filmami Sailor Moon oraz... brak programu.

Mimo przepychanki przy wejściu, konwentowicze wkraczali do sali z uśmiechem, witani uśmiechem przez właścicieli stoisk. A skoro o sklepach mowa, to dla właścicieli wypchanych portfeli, MMXP stanowiło nie lada pokusę. Do Warszawy zjechały wszystkie sklepy sprzedające mangi, anime i związane z nimi gadżety. Nie brakło stoisk wydawców, nawet i konsolowych, ale najliczniejszą grupę sprzedających stanowili fani. Przyznaję, że takiej liczby stoisk (czy raczej siedzisk) fanowskich jeszcze nie widziałem - z rąk do rąk przechodziły fanarty, fanziny i mnóstwo innych, cieszących oko drobiazgów. Najokazalej prezentowało się stoisko Zrzeszenia Magnaterii Polskiej (skrót z tradycjami), strzeżone przez naturalnej wielkości strażników rodu Jurai - Azakę i Kamadakiego. Wszelkie wolne płaszczyzny pionowe zaroiły się szybko od fanartów, a słup oklejony papierową taśmą (dobry pomysł!) pokrył się rysunkami. Publiczności udostępniono także kilka konsol Playstation i kilkanaściekomputerów, połączonych w sieć (tłoku przy nich nie było).

Wkrótce, chociaż wiele osób wciąż czekało przed wejściem, rozpoczęły się pierwsze pokazy - na początek zaprezentowali się zawodnicy kendo z Łodzi. Techniki stosowane przez sportowców, były na bieżąco komentowane przez instruktora, Witolda Nowakowskiego. Później zainteresowani mogli wziąć udział w pokazie kaligrafii przygotowanym przez Mangazyn, a kendoistów zastąpili zawodnicy aikido. Ci zaprezentowali sposoby walki wręcz i obrony przed uzbrojonym przeciwnikiem.

Sporą liczbę uczestników konwentu przyciągnął pokaz tradycyjnej mody japońskiej, przygotowany przez Mangazyn. Na wybiegu pojawiły się panie i panowie w pięknych kimonach i yukatach, za każdym razem witani gromkimi brawami.

Jak na każdym konwencie, także i na MMXP nie mogło zabraknąć konkursów. Organizatorzy przygotowali ich całkiem sporo:

  • wiedzy o anime (uczestnicy wykazali się bardziej entuzjazmem, niż wiedzą, a sam konkurs był prowadzony tyleż żywiołowo, co nieprofesjonalnie...),
  • wiedzy o grach komputerowych,
  • jojo (naprędce zaimprowizowany),
  • Tekkena (turniej TTT był rozgrywany na konsoli PSX2, zwyciężył Paweł Królo),
  • rysunkowy (laureaci: 1. Agnieszka Grochalska, 2. Katarzyna Zbroja, 3. ex-aequo: Anna Wojciók i Rafał Liszewski; przyznano także kilka wyróżnień).
  • Oczywiście, jak na każdym konwencie mangowym, były także projekcje filmów anime. Na dwóch najwyższych piętrach biurowca, przez cały czas pracowały dwa projektory. Obie sale były wypełnione po brzegi, a organizatorom należy się pochwała za przygotowanie techniczne i dobór tytułów - szły same nowości (m.in. Utena - movie).


Wreszcie mogę napisać o gwoździu konwentu, czy raczej o trzech gwoździach: cosplayu, pokazach sumo i koncercie Miyu.

Do cosplayu stanęło 38 grup zawodników. Mimo początkowych trudności z zebraniem jury, w końcu udało się zgromadzić komisję konkursową w składzie: Shin Yasuda, Kenichiro Watanuki, Mr. Root i Mr. Jedi. I tu zgrzyt - kupony cosplayowe (stanowiące część biletów), które przez cała imprezę zbierali uczestnicy konkursu (miały decydować o zwycięstwie) okazały się... tynfa warte. Ale nic to... Tendencje cosplayowe można było łatwo opisać za pomocą trzech słów i spójnika: "Dragon Ball i Pokemon". Co ciekawe, ani jedna osoba nie przebrała się za postać z "Sailor Moon" - rok temu to byłoby nie do pomyślenia. Cóż, jak mówi przysłowie: łaska fańska na pstrym koniu jeździ.

Moim skromnym zdaniem, najbardziej oryginalnie zaprezentowały się m.in. zespół z "Bubblegum Crisis" (dużo huku, krwi i niezapomniane monologi boomera, Natsumi z "You're Under Arrest" (która na życzenie publiczności musiała powtórzyć egzekucję Pikachu), Kelly McCannon z "Armitage III" (przydługi występ karaoke) i sympatyczny, kilkuletni Pikachu (zapewne najmłodszy cosplayowicz do tej pory). Decyzją jury zwyciężył Evangelion Team.

Gwóźdź numer 2, to tradycyjne japońskie zapasy, czyli sumo. Ten mało znany w Polsce sport prezentowali najlepsi zawodnicy: mistrzyni Europy - Edyta Witkowicz oraz wicemistrzowie Europy i świata - Marek i Robert Paczków. Prowadzący pokaz opisał znaczenie koncentracji przed walką, rytuał wejścia i podstawowe chwyty, które później zawodnicy zaprezentowali w praktyce. Sportowcy okazali się bardzo sympatyczni, a zainteresowanie i brawa były tak duże, że co bardziej efektowne chwyty i rzuty zawodnicy musieli powtarzać.

Po części oficjalnej na scenę zaproszono ochotników z sali. Czterech fanów i jedna fanka, dopingowani przez publiczność, usiłowali wykazać wyższość ducha fandomu nad brutalną siłą - niespecjalnie im wyszło; Pani Edyta robiła z chłopakami co chciała, ale zabawy było przy tym, co niemiara.

Wreszcie gwóźdź numer 3 - koncert Miyu (mała niespodzianka dla fanów - dziewczyny śpiewają teraz w nowym, 2-osobowym składzie). Ku żalu jednych, a uciesze innych - sam koncert został mocno skrócony - skradziona została płyta z pół-playbackiem. Mimo tej przykrej niespodzianki, dziewczyny zaśpiewały i szło im całkiem nieźle, a ostatnia piosenka poderwała na nogi całą publiczność. Ja sam tego konwentu z pewnością długo nie zapomnę (siedziałem za blisko głośnika ).

Koncert był ostatnią atrakcją konwentu. Budynek Reform Plaza zaczął pustoszeć, znajomi żegnali się, sklepy zamykały stoiska, a wychodzących, zmęczonych uczestników witał na zewnątrz mokry śnieg i szara rzeczywistość.

Podsumowując:
MMXP był konwentem o olbrzymim potencjale, niestety, nie do końca wykorzystanym z powodu kiepskiej organizacji i koordynacji. Wiele osób narzekało na problemy z wejściem, brak programu, informacji, kiepskie szatnie, zdarzały się także kradzieże. Jestem przekonany, że gdyby organizatorzy wzięli pod uwagę doświadczenia z SMD, podobna sytuacja nie miałaby miejsca, a Christmas Party mogłoby się stać konwentem idealnym.

Dobra, przyznaję się, nie mam serca do krytyki - fani i tak wychodzili zadowoleni, atrakcji była masa, a ja czekam niecierpliwie na następne wydanie konwentu.