Wyszukiwanie

Tajemnice przeszłości
Fortean Times
Magazyny
Magia Chaosu
Demonologia
Dyskordianizm
Kontrkultura
Różności
Symbole
Teorie Spiskowe
Ufologia
Gildia Tajemnic
Gildie
  DVD
Kamienie z Glozel
Ostatnia aktualizacja: 5 sierpnia 2002
Autorzy: Patricia&Lionel Panthorpe
Tłumaczenie: Kormak



W 1927 roku podziemną komorę przez przypadek odkryła krowa. Pełne tajemniczych artefaktów, niektóre z okresu neolitu, znalezisko było enigmą. Czy był to sładzik średniowiecznego maga, skarbiec templariuszy czy może coś jeszcze bardziej tajemniczego? Patricia and Lionel Fanthorpe ponownie badają jedną z ich pierwszych spraw.

17-letni Emile Fradin pomagał swojemu dziadkowi na ich rodzinnej farmie w Glozel, nieopodal Vichy, w samym sercu środkowej Francji, kiedy natknął się - dosłownie - na jedną z najbardziej gorzkich i kontrowersyjnych tajemnic stulecia. Był 1 marca 1924 r., kiedy jedna z jego pasących się krów zapadła się w wyglądającą z pozoru na gładką i stabilną powierzchnię łąki. Ziemia otworzyła się pod biednym zwierzęciem, które wpadło do całkiem niespodziewanej, sztucznej komory lub jamy. Ta dziwna, zrobiona przez człowieka komora była wyłożona cegłami połączonymi, z których niektóre były zeszklone, jakby pod działaniem intensywnego gorąca. Pokój przywodził na myśl prymitywną hutę szkła lub średnioweczny piec do wypalania. Młody Emile uratował pechową krowę umieszczając szeroką taśmę pod brzuchem krowy, aby ją unieść. Kiedy ponownie zszedł na dół aby zbadać pomieszczenie - bez przeszkody w postaci przerażonej jałówki - dokonał kilku niesamowicie ekscytujących odkryć.

Komora była pełna półek i niszy, które zawierały wiele starożytnych i niezwykłych obiektów. Było tam kilka rzeźbionych kości i trochę jeleniego poroża. Były tam statuetki, które najwyraźniej musiały przedstawiać prymitywne bóstwa, przypominające ciężarną "Wenus" z epoki kamiennej, a przede wszystkim wiele glinianych tabliczek pokrytych nieznanym alfabetem.

W następnych latach w pobliżu odkryto tak wiele szczątków ludzkich, że okoliczni mieszkańcy nazwali to miejsce Champ des Morts (Polem Umarłych). Kiedy odwiedziliśmy to miejsce w  1975 r., zauważyliśmy, że panuje tam interesująca, raczej niepokojąca... jak gdyby coś czekało na okazję, aby przekazać wiadomość z odległej przeszłości.

Emile Fradin (po prawej) na zdjęciu z autorem.Dr Albert Morlet, lekarz medycyny w pobliskim Vichy szybko dowiedział się o niezwykłym odkryciu młodego Fradina. Morlet mocno interesował się archeologią i antropologią, odwiedził więc farmę Fradinów 26 kwietnia 1925 roku. Był tak pod takim samym wrążeniem tego, co zobaczył, jak my 50 lat później, kiedy poznaliśmy Emila Fradina w 1975. Później dr Morlet doszedł do porozumienia z Fradinami. Wg umowy artefakty należą do nich, ale Morlet będzie miał wyłączność na publikację i reprodukcję wszystkich naukowych informacji dotyczących miejsca wykopalisk.

Jest takie stare greckie przysłowie: "Nigdy nie chwal jednego filozofa w obecności drugiego". Uniwersytety są wypełnione gorzką zawiścią rywali, którzy chętnie oddaliby rękę czy oko, żeby tylko napisali o nich w fachowej prasie, albo jeszcze lepiej w książce. Te osobiste animozje stają na przeszkodzie poważnych, obiektywnych badań, na które odkrycia z Glozel z pewnością zasługują.

Dr Capitan, znakomity ekspert od archeologii (przynajmniej wg własnej opinii) zaangażował się w badanie tej tajemnicy. Po odwiedzeniu  Glozel napisał entuzjastycznie do Morleta: "Masz tu coś wspaniałego. Proszę napisz mi szczegółowy raport na temat twoich odkryć, który ja przekażę Komisji Historycznych Monumentów". Morlet przejrzał jednak od razu tę grę; Capitan zgranąłby wszystkie zaszczyty, podczas gdy Morlet odwalił całą robotę. Morlet i Fradinowie mieli inne plany; wydali broszurę, którą sami zatytułowali: Nouvelle Station Néolithique (Nowe Stanowisko z Neolitu).

Niestety, jak już sugerowaliśmy powyżej, natura ludzka tworzy straszne psychologiczne przeszkody na drodze do obiektywnej prawdy. Łagodnie rzecz ujmując, dr Capitan wściekł się na Morleta i Fradinów za zlekceważenie jego wspaniałej reputacji. Gniew zmienił się w czyn - podważył autentyczność ich znaleziska oraz jego zwartości. Oskarżył nawet Fradinów o to, że sami sfabrykowali te obiekty!

W miarę jak kontrowersje narastały, inni słynni archeolodzy tylko coraz bardziej się w tym gmatwali... Profesor Salomon Reinach z St Germain-en-Laye powiedział, że jest pozytywnym wrażeniem Glozel; znaleziska popierały jego tezę, że cywilizacja powstała w obszarze śródziemnym. Była to patriotyczna teoria, bardzo popularna we Francji w tym czasie. Historyk Camille Jullian wziął stronę Morleta i Fradinów; czuł, że tabliczki zawierają ważne informacje na temat rzymskiej okupacji Galii. Wśró znalezisk była kamienna maska pośmiertna, która zrobiła wrażenie na profesorze Lothcie z Académie Français; nazwał ją "Maską Beethovena", bo wyglądała raczej jak martwy kompozytor. "Dowód" ten dostarczył argumentów obu stronom. Profesor René Dussaud ogłosił, że jest to kopiaprawdziwej maski pośmiertnej Beethovena, co miało byc dowodem, że znaleziska to fałszerstwo! (Beethoven przeniósł się na lepszy świat w 1827 r., prawie sto lat wcześniej zanim Emile Fradin uratował krowę!)

Kontrowersje pogłębiły się, kiedy Edmond Bayle, biegły sądowy, na tabliczkach odkrył fragmenty czegoś, co wg niego mogło być trawą. Opowiedział się przeciwko autentyczności znalezisk, zapominając może, że rozpoznmawalne fragmenty liści odkryto w pozostałościach syberyjskich mamutów. Myśliwy Charles Rogers, cieszący się reputacją notorycznegoi fałszerza reliktów, twierdził, że jest odpowiedzialny za sfałszowanie niektórych z artefaktów, ale na jego rewelacje nie zwrócono większej uwagi. Raczej nie uważano go za wiarygodnego świadka w sprawach archeologii.

Podczas gdy Lionel wykładał "Psychologię i socjologię niewyjaśnionych fenomenów" na Uniwersytecie Cambridge w latach 70-tych, odwiedziliśmy wykopaliska w Glozel w ramach naszego programu badawczego i przeprowadziliśmy długi bardzo pomocny wywiad z samym Emilem Fradinem, wówczas już 68-letnim. Poznawszy go i zbadawszy samemu artefakty w Muzeum Glozel, nie mamy cienia wątpliwości, że był całkowicie szczery. jakakolwiek tajemnica nie kryje się za dziwnymi obiektami i nieznanym alfabetem z Glozel, dla nas było jasne, że Emile Fradin nie sfałszował niczego. Jedyne co zrobił to odkrył to miejsce w 1924 roku.

Pomimo tego, ciemna chmura podejrzeń wisiała nad Fradinami i dr Morletem przez lata... aż do nadejścia termoluminescencyjnej (TL) techniki datowania (patrz dalej). Kiedy próbki pobrane z tajemniczych artefaktów z Glozel poddano testom TL, niektóre z nich okazały się mieć setki, a inne tysiące lat. Dr Morlet i Fradinowie wyszli z tego obronną ręką; nasza opinia o uczciwości Fradina potwierdziła się, a zajadła krytyka odkryć z Glozel ze strony francuskiego archeologicznego akademickiego establishmentu szybko została obalona. Jaka szkoda, że termoluminescensji nie było w roku 1925 roku!

Niektórzy ortodoksyjni archeolodzy byli sceptyczni z powodu szerokiej rozpiętości czasowej wieku znalezisk. Najmłodsze i najstarsze okazy dzieli przedział 3000-4000 lat. Jaka osoba czy grupa mogła zebrać je wszystkie w tym miejscu, a przede wszystkim - dlaczego?

Przed ostatnio mającym miejsce rozwojem archeologii i paleontologii, nieskępowanie spekulacje otaczały starożytne krzemienne artefakty, kości i skamieliny, które na powierzchnię wydobywały pługi. Cmentarzyska z epoki kamiennej, grobowce i monumenty przypisywano Królowi Arturowi, Merlinowi, pogańskim bogom, gigantom, demonom, aniołom, krasnoludom lub wróżkom/ elfom (faeries). Kości mamutów i dinozaurów brano za dowody na to, że biblijni, przedpotopowi giganci - wraz z potwornym Lewiatanem - kiedyś zamieszkiwali Ziemię. Krzemienne groty strzał przypisywano wojownikom elfów i rzemieślnikom wróżek.

Takie artefakty były w średniowieczu bardzo cenione przez jasnowidzów, czarodziejów, czarowników, czarnoksiężników, czarownice, proroków, szamanów i oszustów - również przez znających się na magii księży i egzorcystów oraz innych "mędrców" wszelakiego rodzaju - wszyscy oni wierzyli, że te przedmioty mają magiczne właściwości. Obiekty z epoki kamiennej stosowano do produkcji ochronnych talizmanów i lekarstw. Na przykład, wierzono powszechnie, że noszenie przy sobie schowanego w skórzanej torbie krzemiennego grotu (wróżek),  wraz  z odpowiednio przygotowanymi ziołami i zaklęciami odmówionymi przy świetle księżyca chroni właściciela przed strzałami.  Podobnie mała porcja "kości giganta" (być może przypisywana biblijnemu Goliatowi) zmieszana z mąką owsianą i podana małemu chłopcu pomoże mu urosnąć.

Średniowieczny mag lub wiedźma potrzebowali jakiegoś bezpiecznego miejsca, gdzie mogliby przechowywać magiczne składniki i ekwipiunek. Przypuśćmy, że taka osoba odkrywa nieużywane miejsce wytopu szkła. Ma więc dobrze ukrytą podziemną komorę, która ma już wytopione i zeszklone półki i nisze, w idealnej odległej okolicy, z dala od oczu wścibskich - bezpieczne również przede wszystkim przed Świętą Inkwizycją i jej armią tajnych informatorów.  Możliwe, że młody Fradin w 1924 r. odkrył na nowo właśnie taki magazyn czarnoksiężnika, kiedy krowa jego dziadka wpadła do niego?

Glozel leży bardzo blisko rzucających się w oczy ruin XIII-wiecznego zamku Château Montgilbert, zbudowanego w czasach świetności templariuszy.  Tylko 2 do 3 dni szybkiej jazdy na południe znajduje się Rennes-le-Château - cytadela wielu nierozwiązanych historycznych tajemnic - ze swoim baśniowym Skarbem Arkadii i kontrowersyjnymi powiązaniami z templariuszami i katarami. Zadziwiająca seria prawdziwych (ale kruchych, trzeba przyznać) powiązań może łączyć tajemnicze artefakty z Glozel ze skarbem Rennes i zagadką studni z pieniędzmi na Oak Island na wybrzeżu Nowej Szkocji. To by połączyło trzy najbardziej intrygujące zagadki wszechczasów.

Czymkolwiek nie okaże się w końcu skarb Rennes-le-Château, więcej niż ćwierć wieku badań przekonały nas, że nie ma on nic wspólnego z Jezusem z Nazaretu. Nie ma ani źdźbła prawdy w romantycznej, sensacyjnej i ciagle popularnej teorii "linii krwi", w której pojawia się św. Maria Magdalena i stara francuska dynastia Merowingów. Skarb z Rennes-le-Château jest prawdopodobnie czymś znacznie starszym niż nasza chrześcijańska era. Żeby wnieść oświetlającą pochodnię teorii w mroki podziemnej komory na farmie Fradinów w Glozel, trzeba cofnąć się w czasie bardzo daleko.

Najpierw musimy zająć się teoriami Grahama Hancocka na temat zaginionych cywilizacji, które, jak sugeruje, mogły kiedyś istnieć pod lodem, pokrywającym obecnie Antarktydę. Jeśli Hancock ma rację, a jego dowody są przekonujące i dobrze zorganizowane, to uciekający przed nadciągającym lodem mogli dotrzeć do Egiptu tysiące lat temu.  Kiedy już tam dotarli, podzielili się swoją zaawansowaną kulturą i technologią z wcześniejszymi mieszkańcmi Doliny Nilu. Na przykład Sfinks może być dowodem ich rozległej, prastarej wiedzy oraz ich nagłego przybycia jakieś 15 000 lat temu. Ostatnie odkrycia piramid w Brazylii - większych i starszych od swoich egipskich odpowiedników - także sugerują, że zaawansowana kultura rozprzestrzeniła się od północy, uciekając przed posuwającym się lodem Antarktydy.

Biblijne zapisy nie są zbyt szczegółowe, ale kiedy Mojżesz wyprowadził Izraelitów z Egiptu, ważna część prastarego egipskiego skarbu i wiedzy niemal na pewno odeszła wraz z nim. Czy to dlatego faraon przedwsięwziął tak nierozważną próbę jej odzyskania, za cenę swoich nieszczęsnych rydwanów, kiedy stratę zauważono na egipskim dworze, a Mojżesz już od dawna był w drodze? Tego aktu samobójczej militarnej głupoty nie da się wyjaśnić inaczej, a niezależnie jaki był, głupcem faraon nie był na pewno..

Mojżesz i Izraelici nosili wszędzie ze sobą Arkę Przymierza, chroniąc ją własnym życiem.  Była ona projektu dobrze znanego w Egipcie na długo przed odejściem Mojżesza.  Jak przypuszczam, nie skonstruowano jej przed wydarzeniem na górze Synaj i otrzymaniem tablic z przykazaniami. A jeśli zostały one przyniesione z Egiptu na początku Eksodusu, razem z innymi pre-egipskimi "skarbami", które zawierała? Być może najważniejszą częścią skarbu było coś bezcennego, co pochodziło od starożytnej cywilizacji, teraz spoczywającej pod grubym lodem Antarktydy?

Wiele fal wojennych uderzało w późniejsze królestwo Hebrajczyków. Zdobywcy przychodzili i odchodzili, kiedy to ich z kolei podbijano. W końcu nieznany starożytny obiekt z Arki mógł dostać się do skarbca Imperium Rzymskiego. Kiedy Wizygoci Alaryka podbili Rzym na początku V wieku, mógł on udać się wraz z resztą cennego łupu do prawdopodobnie wizygockiej starozytnej twierdzy  Rennes-le-Château - bezpiecznej i łatwej do obrony pośród nierównych wzgórz Pirenejów.

Czy wiecznie poszukujący templariusze znaleźli wskazówki na temat tego, czym był i gdzie teraz znajdował się skarb, kiedy badali starożytne ruiny pod swoją siedzibą w Jerozolimie podczas rządów króla Baldwina? A może już posiadali dziwną, starożytną wiedzę, która ich prowadziła? Czy ich towarzysze templariusze z pd.-zach. Francji także znali sekrety Rennes-le-Château? Czy francuscy templariusze przynieśli ze sobą tą tajemną wiedzę do Château Montgilbert niedaleko Glozel? Czy dalsze wskazówki do tej samej niesamowitej zagadki ukryte są w podziemnej kmorze w Glozel, w samym cieniu starożytnego Château?

To awanturniczy i nieposkromieni templariusze dostarczają również intrygującego powiązania tej sprawy z wyspą Oak Island w pobliżu wybrzeży Nowej Szkocji. Tajemniczy Kamień z  Yarmouth (na zdjęciu powyżej) pokryty jest runiczną inskrypcją, odkrytą w Nowej Szkocji w 1812 r. Wiele z tych run zgadza się z dziwnym alfabetem z Glozel. Jedna z teorii na temat zagadki z Oak Island głosi, że to templariusze ukryli tu swój skarb. Niektórzy templariusze z pewnością uciekli z Francji w 1307 r., a tajemnicza Zaginiona Flota Templariuszy jest jedną z największych zagadek historii. Co się z nimi naprawę stało? Czy byli to ci sami templariusze, którzy odpowiedzialni są za tabliczki z Glozel i skarb z Oak Island?

Templariusze uwielbiali uzywać kodów i szyfrów. Byli w tym ekspertami. Czy właśnie tym były tabliczki z Glozel... kodem templariuszy? Czy te ezoteryczne inskrypcje odnoszą się do dziwnej natury i tajemnego miejsca, gdzie znajduje się bezcenny obiekt, który Mojżesz wyniósł ze starożytnego Egiptu? Alfabet z Glozel może być nawet ważniejszy od Kamienia z Rosetty, jeśli tylko odczytamy tajemnicze litery i znaki.

-----

 

 ZABAWA W DATOWANIE

Na niektóre z pytań dotyczących odkryć w Glozel odpowiedziano później wyłącznie dzięki technice termoluminescencyjnego datowania.

Pionierską technikę datowania termoluminescencyjnego (TL) opracowano mniej więcej w tym samym czasie na uniwersytetach w Edynburgu i Kopenhadze, ale obecnie tej techniki używa się właściciwie niemal wszędzie. Laboratorium Badawcze TOSL na Uniwersytecie w Dalhousie, USA, na przykład, jest jednym z kilku placówek, które oferują swoje usługi analityczne TL zainteresowanym muzeom, galeriom sztuki i prywatnym kolekcjonerom, badaczom i naukowcom.

Kalcyt, kwarc, różne skalenie i kilka innych kryształów - w tym diament - pochłaniają energię z promieniowania jonizującego: alpha, beta i gamma, oraz promieniowania kosmicznego. Ta energia wyzwala elektrony, pozwalając im podróżowanie przez kratę kryształu. Niektóre elektrony zostają uwięzione w miejscach, gdzie w kracie są błędy i niedoskonałości. Jeśli sieruje się wprost na kryształ potężną energię - albo jeśli się go podgrzeje - część uwięzionych elektronów może się uwolnić. Efektem uwalniania się tych elektronów jest emitowane światło.

Możliwe jest dokładne obliczenie ile czasu upłynęło od momentu, kiedy ostatnio energia została wyzwolona, przez pomiar wydzielanego światła po poddaniu kryształu działaniu energii cieplnej. Wyobraźcie sobie, że naczynie wypalono w starożytności (powiedzmy 4000 lat temu). Energia w każdym krysztale kwarcu z tego naczynia uległaby rozproszeniu dzięki ciepłu paleniska pieca do wypalania gliny. Przypuśćmy, że przez 4000 lat fragment tego naczynia przeleżał nienaruszony w ziemi i przez te tysiące lat nie docierała do niego energia cieplna; jego naturalna radioaktywność bardzo powoli z powrotem naładowała się. Jeśli te mający 4000 lat fragment zabrać do laboratorium TL i podgrzać w cylindrze, do którego nie dochodzi światło, z zamontowanym czujnikiem wykrywającym luminescencję, to fragment starożytnego naczynia znów się zaświeci.  Temperatura, przy której zaczął świecić - po poddaniu jej obliczeniom i czynnikom modyfikującym, takim jak poziom radiacji tła miejsca, gdzie znaleziono naczynie - poda nam czas, kiedy obiekt ten powstał.

Bardzo stare naczynia i ceramiczne artefakty, powstałe tysiące lat temu, świecą ponownie dosyć gwałtownie w stosunkowo niskich temperaturach. Współczesne naczynie, np. filiżanka upuszczona w restauracji w ostatnią środę, musiałyby zostać poddana bardzo wysokim temperaturom przez dłuższy czas, żeby mogła znów zaświecić.

 

 

artykuł pierwotnie ukazał się w magazynie "Fortean Times".