Ostatnia aktualizacja: 31 października 2002
Autor: Jakub "Rork" Żulczyk
Po obejrzeniu The Mothman Prophecies, filmu opartego na powieści/reportażu Johna E. Keela pod tym samym tytułem, miałem dosyć mieszane uczucia. Z jednej strony film jest dosyć sprawnie zrealizowaną technicznie opowieścią grozy, sfilmowaną zgodnie z najnowszymi regułami horroru, wciągającą i dobrze zagraną ( tutaj mile mnie zaskoczył hollywoodzki eks-playboy, Richard Gere ). Z drugiej strony czegoś tu zabrakło, coś trochę popsuło smak tej historii ... ale to może czysto subiektywne narzekanie recenzenta ? Przejdźmy jednak do rzeczy.
John Klein (filmowy odpowiednik Keela, grany przez Gere'a) traci swoją ukochaną żonę w wyniku wypadku samochodowego, a raczej w wyniku złośliwej formy tętniaka mózgu, który zostaje wykryty w trakcie prowadzonych po wypadku badań. Okazuje się, że żona przed śmiercią widziała dziwną postać, zaś Klein odkrywa jej pisany przed śmiercią notatnik, wypełniony rysunkami tej dziwnej zjawy. Później niespodziewany i nielogiczny wir zdarzeń wrzuci go do Point Pleasant, dziwnego i małego miasteczka w Zachodniej Virginii, gdzie obecność owej dziwnej zjawy , "Człowieka - Ćmy" jest aż nazbyt wyraźna i ma bardzo duży wpływ na losy jego mieszkańców.
To tyle na temat fabuły - film przecież i tak obejrzycie sami . Teraz parę uwag od strony "recenzenta". Mark Pellington mówił, że chce zrobić "film o potworze bez potwora". Zamiar ten w sumie się udał - nie wiadomo, czy mamy do czynienia z jednym potworem czy z większą ich ilością , do końca nie zauważamy tak naprawdę jego fizycznej postaci. Reżyser najwidoczniej wziął sobie do serca starą prawdę, że potwór jest najstraszniejszy, dopóki go nie widać. Jednak, paradoksalnie, Przepowiednia jest mało strasznym filmem. Mimo wszystko operuje starymi, ogranymi patentami, które widzieliśmy już w dziesiątkach i setkach odcinków znanych i lubianych seriali Chrisa Cartera. Mimo dobrego aktorstwa, zadowalającego scenariusza i niezłych efektów specjalnych jest smutnym dowodem na to, że eksploatowana w amerykańskim horrorze od Freddiego przez Candymana do Krzyku formuła "miejskich legend" powoli się wyczerpuje. Przepowiednia po prostu nie rusza - przynajmniej mnie. Tajemnica jest wyprodukowana trochę na siłę; mocne akcenty, takie jak rozmowa Gere`a z "istotą" przez telefon, są po chwili rozmieniane na drobne przez szereg następnych, mniej ciekawych, wtórnych scen. Właśnie - wtórnych. Pomimo dobrego , niebanalnego pomysłu oglądając Przepowiednię cały czas miałem wrażenie - ja to już gdzieś widziałem. Przepowiednia przestraszyła i zaciekawiłaby mnie może w wieku dziewięciu lat, gdybym oglądał ten film schowany pod kołdrą, w tajemnicy przed rodzicami. Dla dorosłego człowieka, zwłaszcza dla takiego , który zna się na horrorze i swobodnie porusza się po jego odmianach i estetykach, będzie kolejnym dobrym, ale mimo wszystko nie wiadomo po co nakręconym filmem.
Inną kwestią jest oparcie filmu na faktach. Z reguły podanie takiej informacji, nieważne czy prawdziwej (Amityville) czy spreparowanej (Blair Witch Project) dodawało do filmu prawdziwego smaczku i pomagało "przerazić" widzów. Tutaj widać kolejny zmarnowany potencjał filmu - co z tego, że historia opowiedziana w filmie jest prawdziwa, skoro jest w gruncie rzeczy niezbyt przekonująca? Strasząca w małym miasteczku zjawa, jak i estetyka filmu została już tak wyeksploatowana w grozie lat 90tych przez chociażby Chrisa Cartera, że dla widza przestaje mieć znaczenie czy miała miejsce w rzeczywistości - ważne jest to, że miała miejsce wiele razy przed jego oczyma, w setkach możliwych wariacji. Przepowiednia jest kolejnym dowodem na to, że kino hollywoodzkie już nie umie kręcić dobrych horrorów i naprawdę nas przestraszyć. Nieumiejętnośćzaadaptowania technik kina undergroundowego i zjadanie własnego ogona sprawiają, że Mothman mimo swej warsztatowej sprawności jest kolejnym smutnym nagrobkiem amerykańskiego horroru. Ratuje go to, że w przeciwieństwie do chociażby Urban Legends nie staje się campową w praktyce wariacją filmu o nastolatkach - psuje go fabularna oczywistość i brak jakichkolwiek nowych rozwiązań.
Poza tym, twórcy filmu zapomnieli, że teraz tak naprawdę na ekranie najbardziej straszy drugi człowiek - w końcu najbardziej przerażającymi postaciami kina nie są komiksowi Freddie czy Jason, ale Hannibal Lecter czy Frank Booth z Blue Velvet. Nie chcę wyrokować , że era nadnaturalnych potworów na ekranie powoli mija, ale Przepowiednia niestety ugruntowuje tę smutną tezę.
Jak dla mnie, ten film tak naprawdę nie jest filmem grozy z prawdziwego zdarzenia, tylko czymś pomiędzy dwugodzinnym odcinkiem Z Archiwum X a twórczością XXI-wiecznego spadkobiercy ech Poltergeista czy Bliskich spotkań trzeciego stopnia - M.Nighta Shalaymana, od którego Znaków oczekuję swoją drogą tego, co dostałem od Przepowiedni. Reasumując - można ten film obejrzeć - ale na Halloween jest dużo lepszych produkcji, które mogą porządnie przestraszyć.

(kliknij na plakatach aby zobaczyć je w powiększeniu)