Ostatnia aktualizacja: 12 czerwca 2002
Autor: Enzo Daedro
Tłumaczenie: Kormak
Kiedy koniec XX wieku mamy już za sobą, kulty millenarystyczne nie zniknęły pomimo klęski przepowiadanej przez nich apokalipsy. Socjologowie i obserwatorzy kultów zastanawiali się, jakie to nowe katrastrofy wymyślą owi prorocy, aby utrzymać przy sobie wyznawców. Enzo Daedro zaobserwował właśnie taką adaptację u CÓREK UMMO, mało znanych poza Boliwią, których wierzenia są niepokojąco podobne do sekty Niebiańskich Wrót (Heaven's Gate), a które przesunęły Koniec Świata takiego, jakim go znamy, na przesilenie letnie w 2033 r.
Podczas pobytu na UFO-sympozjum w Meksyku w 1994 roku, miałem przyjemność poznać Portugalkę (której nazwiska nie mogę ujawnić), która chciałą podyskutować ze mną o problemie, na który natknęła się w zeszłym roku. Spotkalismy się w barze w Federalnym Dystrykcie, gdzie przez 2 godziny opowiadała o jej obawach na temat dziwnego boliwijskiego kultu, nazywającego się Córki Ummo. Wówczas pierwszy raz usłyszałem o tej grupie, aczkolwiek znana mi była zagadka Ummo. Kiedy wyjasniłem, że nie mogę zająć się tą grupą natychmiast, ponieważ muszę ukonczyć pewną pracę w Chile, kobieta zdenerwowała się bardzo i wyszła bez słowa.
Nie ukończyłem mojej pracy dla chilijskiego magazynu aż do następnego roku, ale latem 1995 r. odbyłem podróz do Boliwii, aby dowiedzieć się jak najwięcej o Córkach Ummo. Mój pobyt był krótki, ale kiedy tam byłem, spotkałem starego przyjaciela, Ramóna Lafane'a, który pracował w lokalnej gazecie. Natychmiast ostrzegł mnie, że śledztwo na temat tej sekty będzie niebezpiecznie. "Na twoim miejscu, dałbym sobie spokój", powiedział. "Dinovi Gutierrez nie pozwala, aby każdy wtrącał się w jej interesy". Zapytałem go, kim jest ta kobieta o nazwisku Gutierrez. "Jest przywódcą, starszą ale niebiezpieczą kobietą. Zapomnij o tym wszystkim, Enzo!". Posłuchałem jego rady i wróciłem do Buenos Aires i innych zajęć.
Kilka lat później, w 1998 r., otrzymałem dziwną wiadomość przez e-mail. Przyszła ona od kobiety, która nazywała siebie "Cornopus 77". Przedstawiła się jako członkini boliwijskich Córek Ummo i zaprosiła mnie, abym odwiedził ich siedzibę w La Paz. Od razu odmówiłem, co okazało się być błędem. Wkrótce zacząłęm być zalewany szczegółowymi komunikatami o społecznym, politycznym i religijnym życiu ummickiej cywilizacji i jej pochodzeniu z miejsca gdzieś koło gwiazdy Wolf 424. Naturalnie wszystkie te dokumanty zachowałem.
Po tym "bombardowaniu" poczułem się zagrożony. Zlikwidowałęm moją skrzynkę mailową, jednak w jakiś sposób potok antagonistycznych wiadomości od Cornopus 77 nadal nie słabnął. Zacząłem się zastanawiać, czy nie ma ona kontaktów w Argentynie i czy nie jestem obserwowany. Z nowy poczuciem determinacji, posprzątałem moje papiery i opróżniłem biurko w celu podjęcia poważnego śledztwa. Dobrze więc Córki Ummo właśnie dorobiły się nowego wroga! Przeczytałem wszystko co mogłem o Ummo, w tym historię Antonia Ribeiry i analizę oryginalnej zagadki Ummo z połowy lat 60-tych, która zajęła hiszpańskich ufologów na niemal trzy dekady. Aczkolwiek obecnie wiadomo, że to głównie sprytne i podtrzymywane fałszerstwo, tajemnica Ummo była nieskończenie eksploatowana i wciskana łatwowiernym przez całe lata. Mitologia ummicka, nawet jeśli jest tylko produktem bardzo bujnej wyobraźni, dziko trzyma umysły swoich wyznawców i jej mocynie można nie doceniać.
W skrócie - Córkom Ummo pierze się mózgi, aby uwierzyły, że Ummici, którzy przybyli na Ziemię, są rasą nadistot, którzy w jakiś dziwny sposób, jednocześnie są pozaziemskimi istotami i własnymi "ojcami" i "matkami". Córki oddają cześć Ummitom i wierzą, że zostały upoważnione do czynienia ich woli, czyli przygotowania planety na nową, większą inwazję Ummitów w roku 2033.
Internet okazał się nieoceniony, pozwolił mi bowiem na korespondencję z badaczami-weteranami, którzy otrzymywali podobne ilości komunikatów z oryginalnych źródeł ummickich. Opowiedzieli mi oni o swoich obawach co do tego nowoczesnego kultu, który bazuje na oryginalnym ummickim archiwum. Otrzymałem także emaile od innych Córek Ummo, każących się nazywać "Beotho 55", "Soromon 44" i "Lawwae 92".
W marcu 1999 roku otrzymałem nowy i totalnie niespodziewany ummicki dokument. Tym razem pochodził on od Florencii Dinovi Gutierrez, budzącej widoczny strach przywódczyni sekty. Muszę natychmiast udać się do Boliwii, żądała, ponieważ zostałem zaakceptowany do wstąpienia do organizacji jako "zewnętrzny współpracownik". Moje poszukiwania informacji o Florencii Dinovi Gutierrez zaprowadziły mnie do szpitala psychiatrycznego w Peru, skąd kilka lat temu zbiegła pacjentka odpowiadająca jej opisowi, którą leczono z powodu jej millenijnych obsesji i halucynacji o kosmitach. Aby sprawdzić możliwość, czy tą pacjentką nie jest przypadkiem Gutierrez, rozmawiałem z dr Horacio Torną, pracownikiem tego szpitala. Cieprliwie wysłuchał mnie, kiedy opisałem mu wierzenia Córek Ummo i ich przywódczyni. "To ona", powiedział ochryple. "To Juana Pordiavel!". Dodatkowe potwierdzenie nadeszło, kiedy doktor ostrożnie przesłał mi kilka stron z teczki Pordiavel, z zastrzeżeniem, żebym ich nie publikował.
Juana Pordiavel urodziła się w 1912 r. w Cuzco, w Peru, w ubogiej wiejskiej rodzinie. Kiedy miała 12 lat uciekła z domu, twierdziła, że ojciec ją molestował. Żyła na ulicy w ostrych warunkach, dopóki hiszpański ksiądz - Hermenegildo Abustin - nie ulitował się nad nią i nie zaprosił jej, żeby zamieszkała w kościele. Ten akt miłosierdzia był punktem zwrotnym w jej życiu; Hermenegildo uznał, że Juana ma potencjał, aby zostać zakonnicą i został jej nauczycielem. W zamian za sprzątanie w kościele, ksiądz kupił jej książki i zachęcał ją do intelektualnego rozwoju. Zapamiętał, z jaką pasją czytała biblijne teksty i jak z czasem poczyniła postępy w kulturze bycia i języku. Kiedy w wieku 19 lat opuściła Kościół, jej wiara w fundamentalistyczną teologię w połączeniuz głębokim niezadowoleniem z życia, stanowiła dokonałe podłoże dla przyszłej przywódczyni sekty.
Pordiavel spędziła pewien czas w zakładzie dla psychicznie chorych w 1941 r. i w końcu spotyka Carlosa Opanovę, który mimo że sam cierpiał wskutek różnych psychicznych chorób, był liderem fanatycznej spirytualistycznej organizacji nazywającej się "Jeleń Szóstego Chrystusa". Zakochali się w sobie i wkrótce pobrali. W 1963 r. Jeleń przeniósł się do miasta Oruro w Boliwii, gdzie przejęli (lub też zaskłotowali) budynek, nazywając go "Nowym Niebiańskim Jeruzalem". Nocne ceremonie grupy zaczęły przeszkadzać sąsiadom, którzy narzekali na dziwne odgłosy w nocy i zaginięcia małych dzieci. W pewnym momencie w tym okresie Pordiavela znów zamknięto w zakładzie dla obłąkanych.
Kiedy w 1967 roku zainteresowanie policji stała się zbyt uciążliwe, Jelenie opuściły "Niebiańskie Jeruzalem" w rozproszonych grupkach. Juana i Carlos zabrali ze sobą większą część pieniędzy organizacji i kupili małe mieszkanie w La Paz, gdzie postanowili "wymyślić" siebie na nowo. Carlos korespondował z hiszpańskim ufologiem Jimenezem del Oslo, który przesyłał mu kopie wielu oryginalnych pism ummickich - które miały stać się dla Opanovy objawieniem. Oczarowany wizją lepszego świata Ummitów, świata, który mógł być ich światem, Opanova zdecydował zaadaptować filozofię i nauki Ummo. Od tej pory uczniowie Opanovy poświęcą się naśladowaniu wszystkiego, co ummickie.
I tak w 1969 roku, Jelenie ostatecznie stały się Córkami Ummo. Juana ochrzciła się nowym nazwiskiem Florencia Dinovi Gutierrez, a jej mąż stał się postacią "Yiewaka", ummickiego "ojca" na Ziemi. Sekta przerosła ich najśmielsze oczekiwania, korzystając z ciężkiej sytuacji socjalnej. Ponad 90% jej członków stanowią biedacy i niewykształceni, wielu przyszło prosto z ulicy. Najwyrażniej nie było przeszkodą to, że Opanova był jednocześnie mężem Juany i wcieleniem Ummity, wyznaczonym jako przywódca i "teść" Ziemi. Dla nich ta część stanowi niekwestionowaną zagadkę...
c.d.n.
artykuł ukazał się pierwotnie w magazynie "Fortean Times"
