Ostatnia aktualizacja: 15 sierpnia 2001
Tłumaczył: Kormak Mak Art
Autor: Michael Moynihan
[Artykuł pierwszy raz ukazał się w magazynie "Dagobert's Revenge", przedruk za uprzejmą zgodą]
Angielskie słowo "Heathen" (pol. Poganin) jest pochodzenia germańskiego, etymologicznie wywodząc się od słowa "wrzosiec" (ang. of the heath). Słotwo to jest ściśle spokrewnione z "Pagan", pochodzącym z łaciny termin, który odnosi się do elementów "z wiejskiej okolicy", albo, innymi słowami to, co egzystuje poza "cywilizowanym" krajobrazem. W czasach, kiedy po raz pierwszy użyto tych słów, dosłownie chodziło o żyjących poza królestwem miast, a w późniejszych wiekach o miasta znajdujących się daleko poza zasięgiem rosnącej w siłę monoteistycznej religii judeochrześcijańskiej. Poganami byli ci, którzy nadal podążali za swoimi tubylczymi duchowymi i kulturowymi tradycjami, którzy nie dali się, w istocie, "oswoić". Pogląd, że ci outsiderzy byli żądnymi krwi barbarzyńcami jest oczywiście fałszywy, ale monoteistyczne wiary zawsze przewyższały jedna drugą w demonizowaniu wszystkiego, czego nie były w stanie zrozumieć czy wchłonąć.

Dwa tysiące lat minęło od domniemanego życia i śmierci Jezusa Chrystusa, a jednak nie miała miejsca żadna nagła Apokalipsa, żadne Powtórne Przyjście tego, czy jakiegoś innego "zbawcy". Przez stulecia ostre umysły zdały sobie sprawę, że całe liberalne pojęcie "postępu" to mit. Człowiek nie jest ani lepszy, ani gorszy niż kiedykolwiek, za to stał się głęboko wyobcowany. Nie powinno to być zaskoczeniem, patrząc na wiecznie wzrastający wir komercjalizmu, który zamieszkuje człowiek i fakt, że nowoczesne społeczeństwo coraz mocniej zachęca do doświadczania życia poprzez pośredników, gdzie każdy obwyatel jest tylko ledwie podglądaczem sztucznych scenariuszy prezentowanych w filmach, muzyce i telewizji. Rezultatem tej alienacji jest to, że wiele osób odrzuca monoteistyczne wyznania poprzednich pokoleń i szuka czegoś bardziej prawdziwego, bardziej zmuszającego do działania i bardziej dostrojonego do rzeczywistości ludzkiej natury. Coraz więcej tych poszukiwaczy odkryje na nowo prastarą pogańską duchowość swoich przodków.
Jeżeli pogaństwo rodzi prawdziwe doświadczenie, będznie się przejawiać nie tylko w osobistej wierze, ale także w kulturze. Wyłoni się i zadomowi w muzyce, teatrze, literaturze, filozofii i etyce. Samo stanie się częścią życia, nie tylko fantazją lub formą romantyzmu, mody, rozrywki czy tymczasowego odwrócenia się od dotychczasowych przekonań. Właśnie ten fenomen zachodzi dziś dookoła nas..
W królestwie muzyki to "Pogańskie odżywanie" jest najbardziej widoczne, bo muzyka jest często bezpośrednim wyrażeniem ludzkiego ducha tak jak jest tym religia, przynajmniej w swojej najczystszej formie. Można zauważyć, że rozkwit pogańskiego impulsu w tworzeniu muzyki nie jest ograniczony do jednego gatunku, ale zachodzi wszędzie poczynając od starych tradycji jak muzyka klasyczna aż po innowacyjne style awangardy, których nawet jeszcze nie nazwano. Odnaleźć go można w nowych formach akustycznej muzyki fokowej jak i w elektrycznym i agresywnym blackmetalu. Okazjonalnie impuls przełamuje bariery i takie próby zachodzą. Jako że pogańska duchowość przeplata się z plemienną duszą ludzi, w których ją obudziła, często jest mocno powiązana z tradycyjnymi symbolami, sagami, melodiami, tekstami i mitami. Jeśli rzeczywiście działają tam boskie siły, te elementy nie będą po prostu cofaniem się, ale raczej PONOWNYM ODNAJDYWANIEM sposobów, naktóre obdarza się je nowym życiem.

Podróżując intensywnie po krajach Europy ostaniej jesieni, nie mam najmniejszej wątpliwości, że prawdziwy pogański duch ujawinił się i nadal będzie rósł na całym kontynencie. Ma wiele twarzy i wyraża się na wiele subtelnych sposobów, od melancholijnej szczerości Bretonii do wojennej intensywności w Portugalii, od nawiedzających odbić dionizyjskich świąt we Włoszech do eksplozji błyskawicy Thora w formie niemieckiej pirotechniki i syntezatorów. A to dopiero początek.
W erze, w której tak niewiele znaczących rzeczy ocalało, nasze pierwotne korzenie łączą nas z Wiecznością. Duchowi genealogowie obecnego pokolenia mogą znów je odsłonić i odkryć, że rzeczywiście one nie są wysuszone i martwe, ale jedynie przycięte, aby mogły znów rozkwitnąć w następnej porze roku. Przez tysiąclecia schroniły się one pod powierzchnię naszej świadomości, ale przy pomocy starań, kreatywności i odpowiedniego pożywiania ich znowu przebiją się przez nieczułą, jałową skorupę postmodernistycznej ery iluzji i ponowią swą wspinaczkę ku Słońcu.
[www.dagobertsrevenge.com]