Ostatnia aktualizacja: 6 maja 2001
Tłumacz: Kormak Mak Art
Rozmawiał: Phil Farber
PHF - Do jakich wniosków lub rezultatów doszedłeś po latach eksperymentów z grupową sigilizacją?
GPO - Pozwól mi cofnąć się jeszcze dalej. To co mi się przydarzyło osobiście, to że kiedy miałem dziesięć lat, podeszły do mnie dwie starsze kobiety, które były tym, co teraz nazywamy Wiccankami, ale wówczas nie nazywały się tak. To było w 1960 roku. Powiedziały, że czują coś we mnie, co jest powiązane z moją magiczną przyszłością. Przestraszyło mnie to wówczas, bo w wieku 10 lat nie miałem z podobnymi sprawami nic wspólnego. Ale kiedy miałem trzynaście czy czternaście lat, kolega pokazał mi pisma Crowley'a, mówiąc: "Spodoba ci się to!". To było bardzo interesujące, jednakże oczywiście nie rozumiałem całej złożoności tego.
Zaangażowałem się w sztukę performance pod koniec lat 60-tych i na początku lat 70-tych. Coraz bardziej angażowałem się w idee seksualnego tabu i społecznych uwarunkowań, ludzkiego ciała i seksualności, co czyniłem poprzez obserwację: co się stanie jak coś zrobię. Czasem zauważałem odbicia i skutki uboczne, których nie rozumiałem. Raz zacząłem mówić językami (tzw. glosolalia, przyp.K), był to jedyny raz kiedy naprawdę mówiłem językami. Innym razem zostałem uznany za całkowicie martwego. Mój puls, bicie serca i oddech ustał. Byłem w szpitalu i powiedzieli: brak pulsu, nie oddycha, nie żyje. Ale ja tam leżałem i mogłem słyszeć wszystko co mówili. Czułem wszystko, ale nie mogłem się odezwać. Najprościej mówiąc, byłem w stanie zombie. Byłem całkowicie świadomy, ale fizycznie martwy przez kilka minut. Leżałem tam, myśląc: "Muszę im powiedzieć, że nie umarłem!".
Tak więc przydarzały mi się te różne rzeczy i zdecydowałem, że robienie ich w publicznych miejscach, takich jak galerie sztuki staje się zbyt niebezpieczne, wymyka się spod kontroli. To nie było już fair wobec mnie i publiczności, narażać wszystkich na ryzyko, które sam podejmowałem. Zjawiska, które przydarzały się mi były zbyt intymne i niezrozumiałe dla mnie, żeby się nimi dzielić. Chciałem dowiedzieć się, co naprawdę się dzieje. I to właśnie wtedy zacząłem znów przeglądać książki o magii, różnych plemiennych rytuałach i praktykach inicjacyjnych, aby zobaczyć czy uda mi się znaleźć jakieś powiązania pomiędzy tym co robiłem, nazywając to performance'm i sprawdzić czy jest jakaś formuła albo proste równanie, które wyjaśniłoby mi, co się stało. Od tej pory mogłem pracować z większą kontrolą i zrozumieniem tego, co się dzieje. Tak wróciłem do tego. I wtedy pojawiła się ponownie idea sigili.
W rzeczywistości robiłem sigile, różne rytuały własnego pomysłu i oparte o to, co przeczytałem przez całe lata 70-te i 80-te, ale już nie publicznie i nie mówiłem już o tym, dopóki nie poczułem, że zdobyłem odpowiednio dużo informacji na ten temat, aby spisać podstawowe idee. To wtedy opublikowałem Szarą Książeczkę i zasugerowałem Sigila Trzech Płynów, który miał być bardzo prostym rytuałem, który został zdemistyfikowany i miał być bezwyznaniowy. Jednakże, przez oczywisty fakt, że wiązał się on z tantryczną lub seksualną praktyką magiczną, były wyznania czy grupy, które rozumiały lub czuły z nim powiązanie o wiele szybciej od innych.
Jednym z moich pomysłów było to, że podczas wykonywania magicznego rytuału lub sigila, w pewien sposób tniesz swoje normalne zachowania, oczekiwania i programowanie, tak jak Burroughs (William S. Burroughs, przyp. K) i Gysin (Brion Gysin, przyp.K) robili to przy pomocy "cut-ups" (wycinanka, technika wymyślona przez wyżej wymienionych) z językiem. Tak jak Burroughs mówił, że trzeba pociąć książkę, żeby zobaczyć o czym naprawdę jest, jeśli potniesz swoje społeczne uwarunkowanie i udasz się w królestwa innych wymiarów, czy również ujrzysz, co naprawdę kryje się wewnątrz ciebie? Czy naprawdę poznasz najbardziej szczegółową i przerażająco szczerą wersję tego, z czego jesteś stworzony i czy możesz przebudować swój charakter i wzorzec zachowań od wewnątrz, aby stać się tym, kim chcesz być?
Powiedziałbym, tak, powoli. Jedną z podstawowych spraw jest to, że istnieje kumulacyjny efekt czegokolwiek. Każdy rytuał wykonywany szczerze i powtarzany z honorem i szczerością przez dłuższy okres czasu ma kumulacyjny efekt. Wygląda na to, że orgazm jest bardzo potężnym portalem służącym do transferu komunikatów do świadomości i struktury DNA, gdzie dalej wpływa wzmacniająco na wolę. Te rzeczy naprawdę mają miejsce. Wygląda na to, że istnieje kumulacyjny efekt pozytywnego związku z synchronicznością.
PHF - Czy podczas swej drogi do skonstruowania tych rytuałów eksperymentowałeś kiedykolwiek z tradycyjnymi rytuałami OTO lub Złotego Brzasku?
GPO - Głównie z innymi grupami. Była pewna grupa w zachodniej Anglii, bardzo thelemiczna. Opublikowali Angielską Kabałę... Odprawiliśmy z nimi rytuał w Stonehenge... Współpracowaliśmy też z Wiccanami w Londynie, z grupami OTO. Zawsze darzyliśmy dużym szacunkiem systemy innych ludzi. W Nepalu pracowaliśmy z Shivą Sadhusem. Także z pewnymi animistycznymi czarownikami w północnej Tajlandii itd.
Mam do tego antropologiczne podejście i żywię wielki szacunek do systemów, które mają długi rodowód i szczere, wyraźne intencje. Zakładam, że nic nie wiem i cieszę się, że mogę nauczyć się nauczyć wszystkiego, czego tylko zdołam. Czasem odkrywam, że te rzeczy działają...
Jeśli nie skończymy z ideą rozdzielenia codziennego życia i magicznego działania, nadal będziemy na łasce tych, którzy chcą nas kontrolować. Dla mnie jest to więc także kwestia polityczna. Kontrola potrafi dzielić i rządzić. Jedną z rzeczy, które były na Dalekim Wschodzie tak żywe jest to, że ofiara, rytuał i nabożeństwo były na porządku dziennym i są tak samo ważne lub nieważne, jak gotowanie, pracowanie czy spanie. Nie było żadnego oddzielenia.
Stamtąd pochodzę. Lubię, kiedy wszystko jest praktyczne. Podoba mi się idea, że magia wzmaga i rozszerza najlepsze części życia i obdarza błogosławieństwem tych, którzy poważnie traktują zintegrowany, złączony w jedną całość system życia.
Jestem romantykiem. Chciałbym być zaangażowany w coś, co zmienia rzeczy na lepsze albo robi z tego świata najwspanialsze, bajeczne, zapierające dech w piersiach miejsce. Chcę osiągnąć to najwyższe doświadczenie, którym mogę się podzielić i rozszerzyć wszystko. Chciałbym ujrzeć koniec zła, głupoty, hipokryzji i bigoterii. Tu się wszystko zaczęło. To nadal jest prymitywny motyw, aby jakoś ułatwić ten krok naprzód, aby te niszczycielskie i bezużyteczne szczeliny, w które wpadamy, te nawyki i zachowania, stały się śmieszne i kompletnie nic nie znaczące. System, który zaadaptowaliśmy jest o wiele bardziej zintegrowany, pozytywny i patrzący w przyszłość, tak że nie zachowujemy się więcej głupio, gdyż nie ma ku temu powodu.