Ostatnia aktualizacja: 20 luty 2001
Autor: Kret
"Jeszcze Polska nie zginęła
Póki my żyjemy.
Co nam obca przemoc wzięła
Szablą odbierzemy."
Hymn Rzeczpospolitej Polskiej
(tekst: J. Wybicki, muzyka: autor nieznany)
Witam ponownie, tym razem jednak ważąc każde słowo, gdyż sprawa jest niejako narodowej wagi, a nie obędzie się bez krytyki.
Z całego dotychczasowego wywodu dałem - mam nadzieję - do zrozumienia, że cyberpunk interesuje mnie jako istniejący w rzeczywistości. Ponieważ chwilowo moja rzeczywistość rozgrywa się w tych samych współrzędnych geograficznych, co rzeczywistość Kochanowskiego, Heveliusa czy Kopernika odpowiednio wcześniej, w związku z tym wydaje się oczywiste, że zacznę teraz pokazywać na czym polega cyberpunk w Polsce. Otóż niezupełnie - dziś chcę się najpierw zastanowić, czy cyberpunk w Polsce zaczyna w ogóle istnieć by potem ewentualnie snuć wizję. Mam bowiem po temu pewne wątpliwości. Dlaczego?
Po pierwsze, cyberpunk jest ruchem który tworzy się w społeczeństwach zinformatyzowanych do tego stopnia, że przeciętny obywatel może taki tekst napisać na specjalnym padzie jadąc kolejką z pracy do domu, a nie stercząc na niewygodnym stołku w kuchni i mocując się z powoli zdychającym na raka Pentiumem 60, w którym nawet Word 97 już nie bardzo się chce uruchamiać. Ja wiem, że przeciętny Polak ma już lepszy komputer (że o stołku nie wspomnę), a nawet zdaję sobie sprawę z niezmiernie budującego faktu, że młode pokolenie (i nie tylko) stawia teraz komputer na liście zakupów niezbędnych do życia i pracy na drugim miejscu (nie pamiętam niestety co było na pierwszym, bo akurat na ten wykład przyszedłem w stanie nie licującym z godnością studenta, przepraszam wydział socjologii UG). Ale to wcale nie oznacza, że mamy sprzęt, który pozwoli nam na manipulację informacją w stopniu mogącym wpłynąć na życie państwa. A jeśli mamy to oznacza to niestety, że jesteśmy w jakiejś tam mierze przestępcami - bo albo go ukradliśmy, albo będziemy się włamywać na cudze domeny. Rewolucjonista to zawsze (ja to już chyba mówiłem?) kontrowersyjny typ.
Po drugie, nawet jeśli założyć, że część społeczeństwa już ma odpowiednie warunki to jeszcze wcale nie oznacza to, że potrafi je wykorzystać. Cyberpunk wymaga wiedzy, wymaga podejścia naukowego, syntetycznego. Tymczasem rewolucja techniczna w naszym kraju połączona z zacofaniem społeczeństwa polskiego w zakresie nie tylko nauk podstawowych i stosowanych, ale nawet obsługi i korzystania z ich wytworów sprawia, że nie znam wielu ludzi których mógłbym nazwać cyberpunkami. Znam wielu, którzy potrafią na przykład "hackować" (w cudzysłowiu, bo prawdziwego hackera nie znam albo nie wiem o tym, że go znam), ale tak naprawdę to są to bawiące się w wandalizm dzieciaki (jak inaczej nazwać włamanie się na stronę TPSA i zawieszenie jej serwera? Czemu to ma służyć, jeśli nawet nie formułuje się żadnych żądań? Kolega o którym mówię wie, o co chodzi, choć pewnie tego nie czyta). Niestety, w dzisiejszym społeczeństwie dominuje tendencja do powrotu do metafizyki, romantyzmu i pragnienie wyjaśniania rzeczy przez zjawiska nadprzyrodzone. "Archiwum X", "Millenium", czasopisma typu "Wróżka"czy "Faktor X"... Ta tendencja jest jeszcze zrozumiała w fantastyce (choć natłok chłamu o rycerzach w nibylandiach zaczyna mnie już męczyć, dobrej fantastyki nie czytałem od czasów Lema i na przykład Strugackich - przyznaję jednak, że moje rozeznanie w literaturze fantastycznej nie jest zbyt duże i mogłem łatwo coś przegapić), ale w działaniach policji już na przykład absolutnie nie. A co tydzień słyszę przecież, że policja korzystała z pomocy jasnowidza i jeszcze mają do niego pretensje, jak nie pomoże! Ludzie... albo przykład z mojego podwórka. Rozumiem ludzi, któzy interesują się magią, satanizmem i metafizyką - każdemu wolno. Ale poświęcanie godzin czasu na odprawianie rytuałów i oczekiwanie na efekt tychże osobiście uważam już za przesadę - nie mówię tu o sytuacji "sztuki dla sztuki", gdy na przykład ktoś pragnie z zamiłowania odtworzyć jakiś rytuał (ma to dokładnie taki sam sens i pełni wówczas taką samą funkcję psychologiczną jak np. modelarstwo), ale o - na przykład - wpływaniu na osobę trzecią w celu zakochania jej w sobie... No ludzie, są lepsze sposoby. Tak samo czarna magia - można kłuć lalkę wyobrażającą naszego konkurenta w miłości (tak Walentynkowo się jakoś zrobiło) który odbija nam dziewczynę, ale pragmatyk raczej zadziałałby w sferze rzeczywistej niż - wątpliwej - astralnej. Na przykład sierpowym lub - z braku możliwości - fortelem. Ten w miłości zawsze uchodzi. Wracając do głównego nurtu rozważań - idzie o to, że dopóki społeczeństwo nie zaakceptuje i nie wytworzy mechanizmów obronnych przed gwałtownym rozwojem nauki, to jej wytwory będzie traktował z zabobonnym lękiem i raczej będzie skłonny wierzyć w czary niż próbować pojąć rekombinację DNA. A nawet jeśli się to uda, to lęk przed czarami i tak zapewne zostanie.
Po trzecie - może najważniejsze - nie istnieje możliwość zaistnienia w Polsce cyberpunku bez dostatecznie silnego i zdyscyplinowanego aparatu państwowego. Paradoks? Nie - cyberpunk wytęża wszystkie swoje siły po to, żeby zmienić istniejący stan rzeczy na "lepszy" w jego rozumieniu. Zauważcie, że we wszystkich scenariuszach do Cyberpunka 2020 policja jest potężnym przeciwnikiem (lub sprzymierzeńcem), służby specjalnie to już prawie bogowie. W "Matrixie" zresztą alegoria była dosyć jasna (jak cała fabuła...) - system jest potężny i niemal niezniszczalny. Podstawą systemu powinno być państwo - bo jego zasady są jasne (lub przynajmniej osiągalne dla wszystkich) i skodyfikowane. Dzięki temu łatwiej jest zmieniać niepożądane stany - bezrobocie, przemyt czy korupcję - ponieważ wiemy, że istnieją mechanizmy które wspomogą nas w tej walce. Może to być urząd pracy, policja lub Najwyższa Izba Kontroli... ale wiemy (powinniśmy wiedzieć - to właśnie broń cyberpunka) że takie instytucje istnieją i możemy do nich dotrzeć. Prawo Ulicy, wbrew pozorom, jest znacznie bardziej skomplikowane, rozmyte, niepewne. Ehm... Czy to rzeczywiście pasuje do polskiej rzeczywistości? Pytanie pozostawiam otwarte, dodam jednak ciekawostkę z ostatnich nagłówków gazet, która pomoże Wam w rozwiązaniu tego jakże trudnego zagadnienia. Marian Zagórny, lider rolniczej Solidarności skazany na więzienie za wysypywanie zboża na tory kolejowe, został ułaskawiony przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Prezydent kierował się stanem zdrowia i sytuacją rodzinną skazanego. To dobry przykład na to, że w Polsce nie walczy się z systemem w sposób "podręcznikowy". Zagórny to ciekawy przypadek, jego sprawa jest specyficzna (nie wiadomo, czy naprawdę nie jest on przypadkiem samotnikiem walczącym z nielegalnym przemytem zboża), co jednak nie zmienia faktu że po raz kolejny miało miejsce szafowanie prawem łaski. Zgadzam się, że nawet jeśli w tym przypadku jest uzasadnione użycie go, to wartość tej decyzji dewaluuje się przez przyznawanie rocznie tysięcy ułaskawień. Panie Zagórny, w przypadku niezrozumienia mojej idei - tu nie chodzi o pana osobę, tylko o fakt, że ułaskawienie przestało być czymś wyjątkowym w Polsce. To pomniejsza również znaczenie Pana dokonań. A żeby dokładnie wyjaśnić, o czym mówię - na wokandzie znajduje się sprawa "Słowika", gangstera ułaskawionego przez Prezydenta RP Lecha Wałęsę mimo oczywistych - zdawałoby się - dowodów winy. To były początki tworzenia się zorganizowanych grup przestępczych w naszym kraju. Chaos, jaki powstał po rozpadzie starego systemu (czyli - fachowo mówiąc - deregulacji) nie sprzyja powstawaniu ruchu, który swoje działanie w systemie umiejscawia.
Czy to znaczy, że tak naprawdę nie ma w Polsce zalążków cyberpunka? Można by tak powiedzieć. W większości wypadków tak jest. Ale jeśli wejdziecie dostatecznie głęboko we współczesną rzeczywistość to stwierdzicie, że Ulica - na przykład - istnieje i jest dokładnie taka, jak opisali ją twórcy Cyberpunka 2020. Nie radzę wchodzić tam zbyt głęboko i bez odpowiedniego zabezpieczenia - dziękuję tu moim bezimiennym przyjaciołom, którzy prowadzą mnie bezpiecznie ścieżką sprawiedliwości przez dolinę nieprawości. Niestety, obawiam się że wizja 16 - 17 letniego fixera handlującego bronią lub narkotykami to jeszcze nie najtwardsze wydanie naszej rzeczywistości - mówię to z pełną odpowiedzialnością. Problem polega na tym, że cyberpunk to nie tylko Ulica. Ta ostatnia wydaje się być nieodłącznym elementem tła cyberpunka, ale najważniejszym elementem jest wiedza, informacja i technologia. A tego w naszym kraju ciągle brakuje.
Znów piszę o naszej rzeczywistości. Dlaczego tak się dzieje, że próbując pisać o grze, wracam co chwila do rzeczywistego świata? To pewnie zasługa mojego brata (Piotrze, kocham Cię nawet jeśli tego nie czytasz) i moich przyjaciół którzy zawsze, ilekroć tonąłem w jakimś świecie (a tonąłem już w World of Darkness, Warhammerze i Cyberpunku 2020) rzucali mi zawsze linę zakończoną ostrym hakiem ironii (Tiger, celowałeś w tym zawsze). I choć wyciąganie takie bolało, to jednak zawsze wracałem do naszego świata mądrzejszy. W efekcie potrafię się już sam wyciągnąć w razie potrzeby i widzę, w jak mętne i małe kałuże wpadałem w porównaniu do tego, co istniało na zewnątrz. Wyobraźnia podobno lepiej pracuje gdy zaciemni się kontury i zamgli cały obraz - to prawda, ale nie zdajecie sobie sprawy ile przy dobrej widoczności można ujrzeć rzeczy, których nie potrafilibyśmy sobie wyobrazić. Bo wyobraźnia to zwykła ekstrapolacja naszych doświadczeń - często lepiej mieć za dużo tych drugich, niż nadmiar tej pierwszej.
Wracamy do opisu Polski w niedalekiej przyszłości - powiedzmy w okolicach roku 2020.
Cyberpunk "klasyczny" - podręcznikowy - to twór o zgniłych korzeniach, oparty na prognozowaniu średniofalowym i jako taki bardziej nietrwały w obrazie świata niż "Gasnące Słońca" lub "nibylandie" fantasy. Stanowi mieszaninę przebrzmiałych i wyblakłych ostrzeżeń przed problemami które uważał za najważniejsze z opisami rzeczywistych i aktualnych zagrożeń.
Mówię to po to, żeby odkryć przed wami smutny owoc moich przemyśleń - futurologia to gniot, który jest podobnych lotów "nauką" co parapsychologia czy demonologia. Ludzie tworzący prawdziwą fantastykę wykraczają poza swój czas głosząc prawdy uniwersane, ubierając je jedynie w szaty obcych światów. Lem opisuje konsekwentnie naszą rzeczywistość, przewidując według pewnych wzorców lecz przede wszystkim snując pewne rozważania filozoficzne. A twórcy cyberpunka opierają się na założeniach futurologicznych, które będąc prostą zwykle ekstrapolacją (czyli przedłużeniem, żeby mi ktoś nie mówił, że się wywyższam) dzisiejszych trendów nie mogą stanowić źródła prognoz.
Tym niemniej nie znaczy to, że prognozowanie nie istnieje. Jest po prostu daleko bardziej skomplikowane. Dekompozycja szeregu czasowego którą tak kochają studenci uczący się statystyki zakłada, że bierzemy pod uwagę nie tylko trend, ale także wahania okresowe i wahania przypadkowe. A samych wahań okresowych jest kilka - albo i kilkanaście rodzajów. Nie myślcie, że dokonałem takiej dekompozycji. Ja jedynie przedstawiam wizję literacką opartą na istnieniu już opracowanych prognoz. W jakim kraju będziemy żyli za kilkanaście lat, naprawdę nie sposób dociec. Opiszę więc tylko to, co potrafię. Po prostu poniżej robię nieudolnie to samo, co krytykuję (w lepszej wersji) kilka wersów wyżej. Ale jakaś wizja musi być, choć żądam stanowczo polemiki. Może być brutalna.
Wbrew nazwie "mroczna przyszłość" należy założyć, że dla gospodarki będzie to raczej dobra przyszłość. Wszelkie analizy statystyczne i ekonometryczne sugerują, że przy nie zmienionych warunkach brzegowych - brak konfliktów granicznych, poważnych depresji wywoływanych sztucznie (na przykład jako efekt działania zorganizowanej przestępczości) - będziemy mieli w przyszłości dosyć stabilny rynek, waluta PLN w końcu może będzie całkowicie wymienialna (bo teraz nie jest, i niektóre państwa mają prawo jej nie skupywać - na przykład w Pradze w banku sprzedaż polskich złotówek jest praktycznie niemożliwa). Na pewno rynek nieruchomości ruszy i nasze miasta zapełnią się nowymi budynkami. Zgodnie z nowymi, bardziej zrównoważonymi trendami rozwojowymi nie będą to jednak wieże i biurowce, ale budynki kilkupiętrowe. Może nie będzie to dotyczyć Warszawy, być może i w Gdańsku na terenach postoczniowych wystrzelą w górę akwaria pełne drapieżnych ryb. Ale nie będzie to regułą, a raczej wyjątkiem. Naprawdę, a takich dzielnicach nie mieszka się wygodnie i jeśli nasze władze będą miały trochę oleju w głowie to na taką gigantomanię nie pójdą.
Jeśli idzie o transport, to oficjalne programy rządowe sugerują rozwój sieci autostrad. W roku 2015 ma zostać ukończone dostosowywanie polskiego odcinka Via Baltiki - korytarza drogowego z krajów nadbałtyckich aż do Warszawy. Ponieważ droga ta biegnie przez raczej biedne i niedoinwestowane tereny Warmii i Mazur obawiam się, że rok 2015 to dosyć optymistyczna data. Ale nie bądźmy aż takimi pesymistami, w końcu to dark future - wizja degradacji ekologicznej Warmii i Mazur zobowiązuje. O autostradzie A1 nie chcę się wypowiadać, bo o ile mi wiadomo, to w tej chwili w Polsce jest bodajże 26 kilometrów autostrad, albo może już trochę więcej (takich płatnych i oficjalnych - o ile mnie pamięć nie myli, to z Krakowa do Katowic). W każdym razie mamy jeszcze 19 lat, i może te kilka dróg wybudują. Kolej to osobny rozdział, jeszcze smutniejszy. Żadnych Maglevów, fantaści - będziecie się cieszyć, jeśli PKP zdąży do 2006 roku z uzyskaniem finansów na modernizację głównych linii i wymianęczęści taboru. Może - powtarzam, MOŻE - do roku 2020 będziemy mieli sieć kolei jeżdżących z prędkością 270 km/h pomiędzy głównymi miastami. Ale to naprawdę optymistyczna wizja biorąc pod uwagę fakt, że PKP skończyło tysiąclecie ze stratą miliarda nowych złotych. Poza tym, trzeba zwolnić stamtąd ponad sto tysięcy ludzi, którzy niestety w większości nie mają zbyt dużych kwalifikacji. Oznacza to wypuszczenie na rynek pracy sfrustrowanej siły politycznej, która - jeśli się zjednoczy, a stanie się to prawie na pewno - może również opóźnić proces modernizacji kolei.
Lotnictwo to zupełna niewiadoma. Może będzie trochę taniej przelecieć się gdzieś, ale nie mam wystarczających informacji, żeby prognozować - prorokować raczej - na tę akurat gałąź transportu.
Na pewno rozwinie się komunikacja miejska i zbiorowa. Widziałem już wielokrotnie - a nawet miałem przyjemność jechać - nowoczesne tramwaje, autobusy i trolejbusy. Przy tym słowo "przyjemność" jest tu rzeczywiście na miejscu, w przeciwieństwie do podróży Ikarusem z podmiejskich terenów do centrum. Wprowadzone zostaną ujednolicone, elektroniczne bilety aglomeracyjne - w Trójmieście taki system wejdzie chyba za dwa lata. I do tego trzeba też dodać, że powinna się w końcu zwiększyć kultura i poziom umiejętności kierowców i motorniczych, bo ich jazda nawet nowymi maszynami często jeszcze przyprawia o dreszcze.
Nie wiem, jak będzie z walutą, ale nie mam podstaw sądzić, że będzie to euro (a propos - istnieje coś takiego jak eurodolar; jest to - z tego co zdołałem się zorientować - dolar będący w obiegu poza granicami kraju emitenta na międzynarodowym rynku walutowym, nie jestem tylko pewien w jakiej formie - czy papierów wartościowych czy zwykłych banknotów) - przystąpienie do unii monetarnej to poważne obciążenie, może nas jeszcze nie być stać na taką ekstrawagancję w 2020. Ale może się mylę. Jeśli będziemy członkami Unii Europejskiej - co wcale nie jest takie pewne - to możemy być mimo tego "pod specjalnym nadzorem" Unii. To nie zabrzmi miło, ale my wcale nie jesteśmy "partnerem" dla Unii i nikt tak specjalnie (póki co - zawyjątkiem Niemiec) nas tam nie chce. Polska megalomania każe nam myśleć, że jest dobrze, ale nie zaliczamy się - naprawdę - do krajów bogatych. Póki co - opóźniamy wejście do Unii nie tylko swoje, ale również innych krajów kandydackich. Dlatego Unia to nic pewnego, choć zapewne łatwiej będzie już wyjechać i znaleźć pracę.
Nastąpi wzrost liczebności klasy średniej. Nie jest to może zła wiadomość na pierwszy rzut oka - problem jednak w tym, że nastąpi zapewne równoważny przyrost klasy biednej ("niższej" że się tak arystokratycznie wyrażę). Bieda w Polsce jest związana z bezrobociem - założę się z Wami, że nie spadnie ono do jednej cyferki za dziewiętnaście lat. Mówię o realnej, a nie oficjanej stopie bezrobocia. Dziś wynosi ona w skali kraju około 20 procent, ale uwierzcie - w niektórych wsiach popegeerowskich potrafi skoczyć do 90 procent. To są oazy biedy i przestępczości. Nie da się tego łatwo zlikwidować, skoro w takich warunkach wychowują się tam już następne pokolenia, które nigdy nie pracowały i zapewne nie będą pracować (tzw. zjawsisko "dziedziczenia bezrobocia"). Te bezimienne dziewczyny stojące przy autostradach biorą się własnie stamtąd między innymi. Te przekoksowane, cierpiące w milczeniu chłopaki (koks niszczy gorzej niż niektóre narkotyki - to przecież jest rodzaj narkotyku - ale nikt się do tego nie przyznaje, dopóki nie jest za późno) szukające okazji do walki na imprezach to też efekt tych mechanizmów. I wierzcie lub nie, ale ogolone typy w Audi A8 też zapewne wywodzą się stamtąd, choć nie wszyscy z nich pewnie o tym chcą pamiętać. A jeśli idzie o średniaków, to prawdopodobny jest rozwój swoistego "kultu" nowej klasy średniej (propagującej umiar we wszystkim, lecz nie wolnej od szaleństw pochodzących jeszcze z korzeni wczesnej technokultury - dzisiejsze dwudziestolatki wychowane na wszystkich rodzajach techno, hip-hopu, lekkich narkotyków, i swobody obywatelskiej), który zostanie zanegowany około roku 2013-2025 (wejście następnego pokolenia w wiek buntowniczy). Szeroki przedział prognozy bierze się stąd, że prawdopodobny przebieg buntu będzie podobny jak poprzednio - najpierw totalna alternatywa, potem komercjalizacja prądów młodzieżowych w miarę dorastania awangardy.
Technologia i technika... na pewno będzie jej więcej. Ale co to będzie? Czy nowsze i jeszcze szybsze odmiany komputerów osobistych i środków łączności, czy hodowane genetycznie rodzaje zbóż, może fabryki syntetyzujące gaz napędowy (czy wiecie, że jesteśmy swego rodzaju ewenementem ekologicznym? Gazu napędowego - czystszego i bardziej ekonomicznego - nie używa się w Europie zachodniej na taką skalę, jak w naszym kraju), może nowe środki obrony osobistej albo wymyślne rodzaje konfekcji.
Może zmieni się komunikacja miejska, rodzaje samochodów na ulicach... Może będzie też mniej pojazdów spalinowych w centrach miast.
Ale tak naprawdę, to miasta w Polsce stanowią tylko część - znikomą - środowiska życia ludzi. Wybitna większość mieszka w małych miastach i na wsiach.
Weźmy sobie za przykład taki Płock. Akurat miałem tam przyjemność mieszkać przez jakiś czas, dokładnie przez miesiąc. W tym czasie odbywałem akurat praktykę zawodową w stoczni rzecznej a po pracy właściwie nie miałem nic do roboty, oglądałem więc sobie miasto i obserwowałem ludzi. Powiem szczerze - tu nie będzie rewolucji, że wypowiem się tak za artystą znanym jako Skiba. Wierzę, że właśnie takie niewielkie osiedla ludzkie rozmieszczone równiomiernie stanowią przyszłościową formę osadniczą. Ale dopóki nie będzie tam pełnego wyposażenia informatycznego i dopóki zasilanie w żywność i dobra nie będzie oparte na nowoczesnych rozwiązaniach z dziedziny rolnictwa i ekonomii to siedliska te - mimo swojej przyszłościowej, odpowiedniej wielkości - będą tylko biednymi miasteczkami, w których naprawdę, niewiele się zmieni. W grze spokojnie moglibyście opisać stan dzisiejszy i dodać kilka nowinek technicznych - tak długo jak nie ma tam nowych miejsc pracy, czyli inwestycji - nic się nie zmieni.
Jak może wyglądać rolnictwo? Może w końcu dojdzie do jakiejś rozsądnej komasacji gruntów - ale wówczas więcej biedy pojawi się w miastach bo gdzieś muszą się przecież podziać ci, którzy ziemi już mieć nie będą. A może pojawi się jakieś nowe rozwiązanie, spółdzielnie rolnicze albo "agrokorporacje"? Nie wiem i nie chcę zgadywać, przedstawiam Wam tylko proponowane już kiedyś rozwiązania.
To jednak, co na pewno nie ulegnie zmianie, to narodowe cechy które - wbrew twierdzeniom niektórych socjologów - chyba jednak istnieją. Nie zniknie chamstwo i głupota, które cechują nas niestety od lat - i mówię to absolutnie poważnie. Nadal krótkowzroczny interes będzie dominował i stawał się przyczyną korupcji, bo z jakichś niewiadomych powodów wszystkie szczytne hasła kończą u nas jako slogany reklamowe, i tak też są odbierane - jako okazja do zrobienia kasy. Coraz więcej będzie przemocy, która z czasem przyjmie bardziej ukryte i wyrafinowane formy, tak samo jak środki jej zwalczania (to akurat jest charakterystyczne nie tylko dla Polski). Nieudacznicy w rządowych apartamentach nieodpartą siłą wracać będą na wysokie stoki.
I być może nie zniknie także nasza zdolność do jednoczenia się w sytuacjach prawdziwych zagrożeń, pragnienie wolności i niezależności, choć często również bez oglądania się na konsekwencje.
Do następnego spotkania.