Ostatnia aktualizacja: 14 września 2001
Autor: Krzysztof Leszczyński
We wtorek 11 września świat się zmienił. Nikt już nie ma co do tego wątpliwości.
Wydarzenie, które niewątpliwie stanie się jednym z symboli XXI wieku jest już znane chyba większości ludzi na planecie. Cały dzisiejszy dzień - a piszę te słowa we środę po południu - upłynął pod znakiem ogólnej dezorganizacji i niepewności. Nikt nie mówi o niczym innym, jak o zamachu na centralne struktury rządowe i gospodarcze Stanów Zjednoczonych.
Niczym notowania drugiej ligi przeszły bez echa wiadomości o huraganie w Tokio, karambolu w Gdańsku, ataku rakietowym na Kabul czy izraelskich starciach z siłami palestyńskimi (9 osób zginęło, 2 przywódców Dżihadu zostało uprowadzonych). Po prostu, ilość złych wiadomości przekroczyła zdolności pojmowania.
Nie jest moją intencją pisać opinii lub komentarzy w stylu "Jesteśmy z Tobą, Ameryko!" Jadwigi Staniszkis, która w swoim pierwszym komentarzu dla Rzeczypospolitej ("Koniec pięknej wiary") nie zachowała się w ogóle jak socjolog a raczej jak stary, dobry wzór partyjnego aktywu informacyjnego. Komentarz Rafała Ziemkiewicza jest już w tym momencie znacznie lepszy - choć i z nim można by polemizować. Nie wierzę też, że za zamach odpowiedzialny jest po prostu jakiś ogromny przeciwnik w stylu Ibn Ladena. W takich sytuacjach lepszym już rozwiązaniem jest szukanie tych, którzy mogą odnieść korzyści, bo przeciwnik prawie na pewno jest rozproszony po świecie i nie do zidentyfikowania. Palestyńczycy to ostatni możliwy kierunek, bo jako naród mają na razie przechlapane. Możliwe, że rzeczywiści sprawcy nigdy nie zostaną odnalezieni, a proste umysły w zachwycie obserwować będą transmisję na żywo z operacji odwetowych. Wiara moja wynika z przekonania, że tak ogromna inwestycja musi się zwrócić w jakiś sposób w dłuższym okresie, a nadanie jej pozorów islamskiego ataku fundamentalistycznego utrudni tylko wykrycie sprawców. Tak dokładne zniszczenie WTC - centrum światowej gospodarki - mogło być celem niejednej grupy interesów, nawet bardzo cywilizowanej. Pieniądz nie zna moralności. To jednak moje osobiste przekonania.
Jedyne, co chcę przekazać wszystkim fantastom lubującym się w cyberpunku to następujące moje postanowienie: jako literacka fikcja, cyberpunk umarł bezpowrotnie jedenastego września dwa tysiące pierwszego roku. Nikt z nas, nikt z powieściopisarzy pokroju Clancy'ego czy Gibsona nie przewidział czegoś tak przerażająco skomplikowanego i zabójczego - bo wybuch nuklearny nad Nowym Jorkiem okazał się brakiem wyobraźni w porównaniu z tak misternie zaplanowaną akcją. Cyberpunk stał się rzeczywistością już dawno, gatunek literacki - niektórzy zastanawiają się, czy kiedykolwiek istniał. Ale mroczna przyszłość to było dotąd coś, co fascynowało na filmach sensacyjnych i katastroficznych.
Mamy już globalny terroryzm i wojnę z nim. Mamy Sieć i korporacje, które w różny sposób ze sobą walczą. Największe państwa okazują się słabe w walce z wewnętrznym zagrożeniem. Broń staje się coraz powszechniejsza. Ludzie przestają czuć się bezpieczni.
Jeżeli fascynowaliście się tą wizją, to spróbujcie sobie teraz z nią poradzić. Ja mam już dosyć pisania o czymś, co od początku mnie odrzuca. Akceptowałem gry RPG, a nawet sam się w nie bawiłem w błędnym przekonaniu, że są na tym świecie ludzie rozsądni, pamiętający o rzeczywistości i uśmiechający się miło do takich jak my fantastów. Okazuje się, że wszyscy Ci ludzie padli ofiarą - i byli sprawcami - zdarzeń bardziej niesamowitych, niż my moglibyśmy sobie wyobrazić. Zatem nawet nasza rola - ostrzeganie o niemożliwym - jest w tym momencie zanegowana. Jako fantaści okazaliśmy się bezużyteczni, bo karmiąc się wtórnymi wymysłami i bajkami o niczym zapomnieliśmy, że celem fantastyki jest właśnie proponowanie scenariuszy z pozoru nieprawdopodobnych. Z pozoru, bo powinny być podparte żelazną logiką i udowadniać, że scenariusz proponowany jednak jest możliwy. Rozmyte pienia o nieistniejącym zmuliły nam głowy do tego stopnia, że nie potrafimy nawet spojrzeć na rzeczywistość taką, jaką ona jest naprawdę.
Nie zamierzam już w żaden sposób promować tego typu wizji. "Cyberpunk 2020" staje się dla mnie rozdziałem zamkniętym. Nie poważam ani autorów tego "dzieła", ani wartości w nim zawartych. Oficjalnie i publicznie pragnę ogłosić, że nie będę w żaden sposób odwoływał się do tej gry. Jeśli sponsorzy się obrażą, to trudno, możecie mnie przestać publikować. Ale karmienie dzieci kolejnymi wizjami morderstw i zniszczeń w niedalekiej przyszłości traci sens - one już to widzą, w wiadomościach telewizyjnych. A wyrzucenie k6 oczek na kostce w żaden sposób nie zmieni tego stanu rzeczy.
Oczywiście, nadal zamierzam pisać o cyberpunku jako istniejącym. O nurcie kulturowym, o społeczeństwie obywatelskim. O swojej wizji. Jeżeli te wizje do czegokolwiek się jeszcze przydają to tylko do uczulania na cierpienie innych i na naukę rozwiązywania konfliktów w sposób pokojowy, za pomocą negocjacji. To nowe zadanie dla gier RPG, jedyne sensowne, jakie przychodzi mi do głowy.
Sorry, ale ja już pisać o "Grze fabularnej mrocznej przyszłości" nie będę.
Nie po to uważam się za cyberpunka.
Nie na taki świat chcę zmieniać mój.